środa, 30 marca 2011

Kulebiaki ruskie



Ania z blogu NaStole zainspirowała mnie do kulinarnych eksperymentów :) Kulebiaki zazwyczaj podaje się z kapustą i grzybami. Ona zrobiła je z soczewicą, a ja zdecydowałam się wykorzystać resztki i zrobić kulebiaki z farszem a'la ruskie. Wrażliwszych przepraszam - wiem, że połączenie ziemniaków z ciastem drożdżowym wydaje się dziwaczne ;) ale wychodzą przepyszne, zjadłam je na gorąco, na obiad, a dziś zabieram dwie sztuki na uczelnię - jako sycącą przegryzkę między zajęciami.

Z podanego przepisu wyszło mi 9 dość dużych kulebiaków (najadam się dwoma). Wycinałam dużą foremką (a w zasadzie kubeczkiem po twarogu ;) ) o średnicy 13cm


Składniki na ciasto:

300g mąki
25g świeżych drożdży (dodałam 20)
1 łyżeczka cukru
100ml mleka
1 jajko
40g miękkiego masła
Pół łyżeczki soli
+ 1 jajko do posmarowania

Składniki na farsz:

0,5kg ziemniaków
1 cebula
Kawałek boczku wędzonego
Twaróg - zostało mi ok. 150g twarogu po serniku, więc dorzuciłam ;)
Sól, pieprz, papryka


Koszt: 5-6zł
Czas wykonania: 2h

Wykonanie:

Ziemniaki obieramy, gotujemy w osolonej wodzie. Gdy są miękkie odlewamy wodę, tłuczemy aż nie będzie większych grudek. Po lekkim wystudzeniu dodajemy twaróg i mieszamy do połączenia. Cebulę siekamy w kosteczkę, kroimy również boczek. Zesmażamy na patelni boczek na skwarki, zsypujemy skwarki do ziemniaków, na pozostałym tłuszczu smażymy cebulę aż się zeszkli i lekko przypiecze. Wszystko mieszamy z ziemniakami, dodajemy pół łyżeczki papryki, sól i dużo pieprzu, mieszamy dokładnie - farsz gotowy.

To teraz ciasto. Podgrzewamy mleko aż będzie letnie. Dodajemy cukier i łyżkę mąki, rozcieramy w mleku drożdże. Odstawiamy na 10-15 minut, aż wszystko zacznie się pienić i pracować. Dodajemy mąkę, sól, jajko i masło, zagniatamy elastyczne ciasto (3-5 minut). Ja dodałam jeszcze dwie łyżki wody, bo wyszło mi mocno zwarte. Odstawiamy na 15 minut. Po tym czasie wałkujemy dość cienko na blacie (Ania podaje, że na 3mm), i wykrawamy krążki. Pakujemy farsz (ja dawałam czubatą łyżkę), i formujemy pierogi mocno zlepiając brzegi. Ja nałożyłam tego farszu trochę za dużo i kilka pierogów i tak się rozeszło w pieczeniu, mimo, że mocno przygniatałam widelcem krawędzie ;) układamy pierogi na blasze. W kubeczku rozkłócamy jajko widelcem, i smarujemy każdy pieróg. Pieczemy w 200 stopniach przez ok. 15 minut, aż wyrosną i mocno się zezłocą. Jemy na gorąco (rewelacyjnie pasuje sos czosnkowy) lub na zimno :)

poniedziałek, 28 marca 2011

Pieczona makrela



Oswajamy ryby ;) są zdrowe, szybkie w przygotowaniu i nawet - gasp! Bywają smaczne. Makrelę, w przeciwieństwie do większości ryb, jednak sporo osób lubi - wędzoną, oczywiście. W postaci past na kanapki, czy tak po prostu - do skubania na kolację. Ale często można ją dostać też świeżą - nie jest droga, banalna w przygotowaniu, a mięso ma przepyszne. Zwarte, sycące, nie typowo rybie. Jeżeli lubicie makrelę wędzoną, to pieczona na pewno też wam zasmakuje.

Podaję najprostszy sposób na makrelę pieczoną. Jej mięso jest na tyle smaczne, że nie trzeba wielu dodatków - w tej postaci jest przepyszna. Możecie zjeść ją z ziemniaczkami lub sałatką.

Składniki:

Świeża makrela sztuk 1, wypatroszona
Ćwiartka cytryny
Sól gruboziarnista (zwykła też jest ok), pieprz

+ folia aluminiowa


Koszt: 6-7zł
Czas wykonania: 30 minut

Wykonanie:

Makrelę opłukujemy pod wodą, dokładnie myjąc ją z zewnątrz i od wewnątrz (brzuch). Kroimy cytrynę w ósemki, dwie z nich obieramy ze skóry (robię to, bo skóra nadaje nieprzyjemną goryczkę). Wkładamy je do brzucha makreli. Układamy makrelę na długim pasku folii aluminiowej, i posypujemy solą i pieprzem (soli można również sypnąć do środka). Zawijamy makrelę szczelnie, po czym wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Po 20-40 minutach, w zależności od wielkości ryby, będzie gotowa. Najlepiej po prostu po ok. 30 minutach sprawdzić, odwijając pakunek, zdejmując wierzchnią warstwę skóry, i widelcem sprawdzić, czy mięso jest już białe i upieczone. Smacznego!

środa, 23 marca 2011

Piekarzynek - darmowy kalkulator kuchenny!


Jak w kilku zdaniach podsumować coś, nad czym pracowało się kilka miesięcy? Spróbujmy...

Na wstępie - możecie albo po prostu przejść do strony Piekarzynka (klik!) albo przeczytać mój przydługawy esej ;) oba wyjścia są dobre. 

We współpracy z przyjacielem udało nam się stworzyć projekt, który mam nadzieję - ułatwi życie wielu bloggerom i tym, których bloggerzy usiłują zachęcić do gotowania i pieczenia. W trakcie wyszukiwania przepisów na blogach, polskich i zagranicznych, napotkałam dwa problemy.

Problem pierwszy - przeliczanie amerykańskich cupów, sticków, różnych innych rzeczy na znajome jednostki.

Problem drugi - zachęcanie osób, które nie pieką zbyt często, do wypróbowania przepisów. Szkoda tylko, że często nie uwzględniamy w naszych przepisach tego, że osoby bywające w kuchni sporadycznie...nie posiadają wagi kuchennej. A rzadko kto ma ją w oku i potrafi odmierzyć bezbłędnie 210g mąki ;)

Rozwiązanie - Piekarzynek. Program, który powstał po to, żeby do minimum ograniczyć kuchenne i blogowe frustracje - kuchenne, bo w końcu można przeliczyć niewygodne jednostki na szklanki i łyżeczki, które posiada prawie każdy, i blogowe - bo pojawia się wygodna odpowiedź na pytanie "a ile ten przepis to będzie na szklanki?". Wystarczy odesłać do umieszczonego w jakimś miejscu bloga bannerka - przygotowałam kilka wersji, mam nadzieję, że przypadną wam do gustu ;)


Metodą prób, błędów i szukania nowych funkcjonalności dodaliśmy też kilka innych, przydatnych elementów. 

1) Najważniejszym z nich jest dodawanie własnych produktów - uproszczone i wygodne, wystarczy wprowadzić jedną jednostkę do bazy, a program odwala za nas resztę. Można wprowadzać wszelkie produkty, co sprawia, że piekarzynek nie musi być wykorzystywany wyłącznie przez osoby piekące - w przygotowaniu jest baza kasz, makaronów i innych produktów.

2) Ponieważ program tworzy listę rzeczy które przeliczamy, możemy wygodnie wyeksportować ją sobie później do pliku, z którego stworzymy gotowy przepis - dla mnie to szczególnie wygodne w przypadku amerykańskich blogów, gdzie muszę przeliczyć sporo dziwnych jednostek ;)

3) I drobna, ale bardzo przydatna funkcjonalność - przeliczanie temperatur z Farenheitów na Celsjusze, dla takich jak ja, którzy nigdy nie potrafią zapamiętać przelicznika  nie znają jakiegoś dziwnego wzoru.

Screen na zachętę:


Program funkcjonuje w wersji online i offline - wybierzcie taką, jaka najbardziej wam będzie pasować.



Ponieważ posiadamy czytnik RSS to zachęcam wszystkich blogerów i blogerki kulinarne do podesłania mi adresu swojego bloga, a będziemy wyświetlać w naszej szpalcie wasze przepisy - będą miały szansę zachęcić jakąś oporną osobę do wypróbowania waszej kuchni :) Chętni niech klikną na stronie dział Współpraca ;)

Bardzo wdzięczna będę też, jeżeli zechcecie o nas napisać lub wspomnieć swoim znajomym. Notki o nas umieścili (lub zobowiązali się umieścić ;)) następujący bloggerzy, bardzo im dziękuję!:

Studenckie Gotowanie
Keii i Dotmemories (dla tych z was, którzy lubią gry! I książki, i filmy, i różne takie.)

Nie zapomnijcie też kliknąć "Lubię to" na moim ukochanym (yh) Facebooku ;)

Ściskam was wszystkich, zmęczona ale szczęśliwa. Trzymajcie za nas kciuki, i pomóżcie nam rozwinąć Piekarzynka :) W przygotowaniu - wersja mobilna~

sobota, 19 marca 2011

Pierogi ruskie



Dziś obiecany przepis na rewelacyjne pierogi ruskie mojej Babci :) I znów - wiem, że sposobów na pierogi ruskie jest cała masa. Ja uwielbiam właśnie ten, bo takie pierogi pamiętam z dzieciństwa. Nie bójcie się go modyfikować zgodnie z własnymi upodobaniami.

Przypominam, że ten przepis jest tylko przepisem na farsz - tutaj znajdziecie szczegółowy opis jak zrobić ciasto i kleić pierogi.

Składniki:

1kg ziemniaków
250g twarogu półtłustego (można użyć innego, tj. chudego albo tłustego)
2 średnie cebule
Sól, pieprz, papryka słodka (<- tajemny składnik Babci Rynn)

Czas wykonania: 2,5-3,5h (z klejeniem pierogów, oczywiście)
Koszt: 4-5zł

Wykonanie:

Ziemniaki gotujemy do miękkości w osolonej wodzie. Po tym czasie mielimy przez maszynkę, albo ugniatamy tłuczkiem (ja zawsze z tego drugiego sposobu korzystam). Czekamy, aż porządnie przestygną. Kroimy cebulę w kosteczkę, i na odrobinie masła zesmażamy na patelni, aż się zeszkli i lekko zarumieni. Do ziemniaków dodajemy twaróg i przyprawy - soli do smaku, dużo pieprzu, i ok. 3/4 łyżeczki czerwonej papryki. Znów porządnie tłuczemy, po czym dodajemy cebulę i dobrze mieszamy. Zostawiamy na chwilę do przegryzienia, po czym faszerujemy pierogi. Smacznego!

środa, 16 marca 2011

Jak zrobić pierogi?


Dziś kurs dla zupełnie początkujących! Tych, którzy o pierogach myślą z przerażeniem, i uważają, że można je czasami kupić za 6-8zł paczka, i jest super. 

Bardziej zaawansowane osoby będę później zapraszała na szczegółowe przepisy - kilka ukaże się już niebawem. Na samym dole posta odnajdziecie linki do farszów które wam proponuję. Ale dziś uczę, jak w prosty sposób zrobić pyszne, domowe pierogi. Będzie też trochę o najczęstszych problemach z pierogami, o ich przechowywaniu, i różnych takich ;)

Wbrew temu, co się powszechnie sądzi, pierogi to jedno z najprostszych dań do wykonania. Mnogość farszów sprawia, że każdy znajdzie jakieś, które będą mu smakować, a dla mnie pierogi mają dwie podstawowe zalety:

1) Są bardzo, bardzo, bardzo tanie (ok. 8zł za pięć porcji!)
2) Robi się je raz, mrozi, a obiadów jest w zapasie pięć. Idealnie, jak człowiek wraca padnięty do domu, i nie chce mu się stać przy garach.

Pomijam dość oczywisty fakt, że są pyszne i każdy je lubi ;) wiem, że czujecie w sobie nieprzepartą chęć aby od razu pognać do kuchni i rozerwać zębami opakowanie z mąką, ale spokojnie, najpierw nauczmy się, jak zrobić dobre ciasto. To jest przepis, który przekazała mi babcia - być może wasze babcie robią podobne ciasto, być może nie. Sposobów na ciasto jest milionsto, wiem. Te smakują mi najbardziej, bo kojarzą mi się z dzieciństwem, ich miękko-twardość jest dobrze wyważona, i nie robi się z nich przy gotowaniu krochmal - bardzo polecam. Przy każdym następnym przepisie na pierogi będę korzystała właśnie z tego sposobu.

Składniki:

500g mąki
Niecały kubek (330ml) wody
1 jajko (żółtko)
Pół łyżeczki soli
Łyżka dowolnego oleju

Koszt: 1-1.50zł
Z podanego przepisu wychodzi porcja na ok. 1kg farszu, czyli 30 duuużych pierogów (o tym dalej).

Mąka - ja lubię używać mąki typu 650, bo jest tania, mniej oczyszczona (czyli zdrowsza i bardziej sycąca), i ciasto wychodzi z niej przyjemnie elastyczne. Woda - zwykła, kranowa woda. Zgodnie z radą babci - używamy tak gorącej wody, jaką jest w stanie znieść nasza ręka. Żółtko - z białka robimy zdrowy omlet, albo bezy, albo cokolwiek innego. Z białkiem ciasto wyjdzie twarde, więc go nie używamy. Olej - ja zazwyczaj biorę ryżowy, ale obojętnie jaki ;)

Robimy ciasto: do miski wsypujemy mąkę. Mieszamy ją z solą, po czym na środku robimy wgłębienie, do którego wbijamy żółtko i wlewamy wodę. Widelcem mieszamy wszystkie składniki aż się mniej-więcej połączą, po czym zabieramy się do zagniatania ciasta. Ugniatamy ciasto tak długo, aż będzie jednolite i elastyczne - nie powinno nam to zająć dłużej niż 2-3 minuty. Można ewentualnie podsypać mąką czy dodać trochę wody, ale przy tych proporcjach powinno być ok. Na koniec, gdy ciasto jest już połączone - wylewamy na dłoń trochę oleju, tyle, ile zmieści się nam w zagłębieniu dłoni (czyli, jeżeli nie jesteśmy mutantami, ok. łyżki). Rozcieramy olej w dłoniach, po czym tak naoliwionymi zagniatamy ciasto jeszcze około minuty, aż wchłonie tłuszcz. Odkładamy ciasto do miski, i przykrywamy wilgotną ściereczką - zostawiamy je na przynajmniej 10 minut. To dość ważny krok, bo po tym czasie gluten zdąży się aktywować i ciasto zrobi się przyjemnie miękkie i elastyczne - dużo łatwiej będzie je wałkować.

Po tym czasie odrywamy kawałek (ok. 1/3) ciasta, lekko rozpłaszczamy dłońmi, i wałkujemy na podsypanym mąką blacie. Dobrze jest mocno podsypywać, bo jeżeli ciasto nam się przyklei, to kiła mogiła ;) Wałkujemy dość cienko - na ok. 1-2mm grubości. To zależy też od tego, jak grube ciasto lubicie w swoich pierogach. W razie braku wałka - można użyć pustej butelki. Moja babcia z kolei odrywa po prostu kawalątki ciasta i spłaszcza je na dłoni, ale ona prawdopodobnie potrafiłaby zrobić pieroga wydając mu polecenia głosowe.

Wycinamy pierogi. Jeżeli nie mamy jakiegoś śmiesznego bajerka do wycinania, to używamy zwykłej szklanki. Ja uwielbiam wielkie pierogi, oszczędza mi to też pracy, więc używam dużego, półlitrowego kubka - w ten sposób robię ogromne pierogi, których wychodzi mi ok. 30. Najadam się zazwyczaj sześcioma ;)


Nakładamy na pieróg niecałą łyżkę farszu i formujemy. Ważne, aby farsz był przestudzony! Ciepły będzie rozpuszczał pierogowe ciasto, które zrobi się ciągnące i lepkie. Ponieważ ciężko to opisać, to stwierdziłam, że zrobię filmik, przy okazji pokazując, jak łatwo uformować dekoracyjną krawędź pieroga. W zasadzie są cztery główne sposoby formowania krawędzi pierogów - szczypanka (jak u mnie), falbanka (taka jak tutaj. Dla mnie zdecydowanie zbyt pracochłonna, ponadto po ugotowaniu robi się twarda i niezbyt smaczna.). Można też przygnieść krawędź pieroga widelcem. Oraz metoda najczęściej spotykana - na odwal, czyli zlepiamy, i byle było, bo w końcu pierogi mają wyglądać, a nie smakować ;)

Szczypanka jest moim faworytem, sposobu nauczył mnie eks i jestem nim zachwycona - nic się nie rozkleja, i ładnie wygląda. Prezentuję:

video

Pokazywałam też jak grube, mniej więcej, jest ciasto, ile farszu tam napakować, i kubek nawet też widać ;) wybaczcie jakość.

To, co robiłam na końcu - takie "przesunięcie", to kładzenie wyszczypanych płatków. Efekt jest czysto wizualny ;) Porównanie poniżej.


Gotowe pierogi możemy od razu ugotować. W tym celu wrzucamy je do dużego garnka pełnego wrzącej, osolonej wody. Dobrze też jest dodać kilka kropel oleju. Gotujemy je aż wypłyną, a później jeszcze ok minuty - po tym czasie sprawdzamy, czy ciasto jest już miękkie i zajadamy. Akurat pierogi które dziś pozują okazały się być ruskimi ;) (przepis wkrótce)


 Możemy je też zamrozić. Nie opłaca się robić tylko jednej porcji pierogów, zdecydowanie, więc ten sposób polecam. W tym celu lekko omączone pierogi układamy w pustej półce zamrażarki, pojedynczo. Trzymamy je tak 20 minut do godziny (można też zostawić na dłużej, czemu nie), po czym, jak wstępnie z wierzchu zamarzną, wkładamy do woreczków w ilości odpowiadającej jednej porcji, zawiązujemy, opisujemy, i każemy im czekać na nadchodzącą zagładę ;) w ten sposób spreparowane pierogi nie powinny nam się skleić, a później - rozwalić w trakcie gotowania.

Ugotowane pierogi możemy też podsmażyć na patelni - mniam!

Zamrożone pierogi gotujemy bez rozmrażania! Jakby komuś przyszło do głowy najpierw rozmrażać pierogi, to szybciutko radośnie przekona się, że robi się z nich papka ;)

Jakie jeszcze problemy można mieć z pierogami?

Moje pierogi rozwalają się w trakcie gotowania! Czyli coś poszło nie tak. Najczęstsze błędy to:

- Za cienkie ciasto. Ciasto nie może być prześwitujące, bo farsz je rozerwie, i wyjdzie nam nieapetyczna breja.
- Powietrze w pierogu. Gdy robimy pierogi warto zadbać o to, żeby w środku nie zostało uwięzione powietrze - gorące, w trakcie gotowania, powiększa swoją objętość, i powoduje pękanie pierogów.
- Pierogi przywierają do garnka. Zaraz po wrzuceniu warto zamieszać kilkukrotnie pierogi, żeby nie przywarły do dna - przy odrywaniu najczęściej, niestety, pękają.
- Źle sklejona krawędź - dobrze jest je jednak podszczypać, albo mocno ściskać.

Należy jednak pamiętać, że każdemu raz na czas zdarzy się pęknięty pieróg, i możemy tylko minimalizować ryzyko tego przykrego zdarzenia ;)

Moje ciasto jest za twarde! Czemu? Zły przepis, albo za dużo mąki w trakcie robienia ciasta i podsypywania.


Moje pierogi się kleją i mają "krochmal". Znów - zły przepis, najczęściej pierogi mączno-wodne, bez żadnych dodatków, mają taką tendencję. Albo za dużo mąki w trakcie formowania pierogów - jeżeli cały pieróg będzie obklejony mąką, to taki efekt może się pojawić.


Moje pierogi nie chcą się sklejać! Za suche, zbyt omączone ciasto - można lekko zwilżyć wodą krawędź pieroga.

Jeżeli napotykacie jeszcze jakieś problemy z pierogami - dajcie znać, postaramy się coś z tym zrobić ;)

Całość - robienie, formowanie, mrożenie pierogów (wraz z farszem, chociaż to też od farszu zależy) nie powinno nam zająć więcej jak 1,5-2h. Wydaje się, że to dużo, ale z jednej porcji naprawdę mamy kilka obiadów na czarną godzinę - tanich i pysznych. Mam nadzieję, że chociaż kilkoro z was zdecyduje się przekonać, jak proste jest robienie pierogów ;) Wkrótce zacznę was zarzucać przepisami na różnorodne farsze, w tym legendarne Pierogi Ruskie Babci. (Babciu, nie wiem jakim cudem miałabyś to przeczytać, ale robisz najlepsze pierogi na świecie, kocham Cię jak diabli ;)).

Farsze, które polecam do pierogów (lista będzie uaktualniana na bieżąco):
- Pierogi ruskie

środa, 9 marca 2011

Pieczona karkówka


Dziś mięsożernie. Chociaż za wieprzowiną nie przepadam, to dla pieczonej i grillowanej karkówki robię wyjątek. Ten rewelacyjny przepis pochodzi od mamy S. - nigdy nie jadłam lepszej karkówki niż u niej, więc natychmiast postanowiłam odtworzyć smak u siebie w domu. Ale oczywiście przepis zmodyfikowałam ;)

Zazwyczaj jeden plaster, jeszcze gorący, zjadam obiadowo. Później karkówka wędruje do lodówki, i przez dobre dwa tygodnie służy mi jako wędlina na chleb (koniecznie grubo smarowana musztardą) - nie psuje się, nie robi "obślizgła", lekko tylko podsycha, tak, jak prawdziwa wędlina powinna. Zaraz po upieczeniu jest mięciutka i soczysta.

Składniki:

Spory kawałek karkówki - u mnie niecały kilogram
Sól

Ulubiona marynata do mięs, u mnie następująca (polecam!):

Musztarda sarepska - 2 łyżki
Pieprz ziołowy - 2 łyżeczki
Tandoori masala - 2 łyżeczki
Przyprawa do gyrosa - 1 łyżeczka
Sól - szczypta


Koszt: 10-12zł
Czas wykonania: dość długi, mięso sporo czasu leży w zalewie. Trzeba je robić dzień wcześniej.

Wykonanie:

Mięso myjemy, wkładamy do sporej miski, zalewamy zimną wodą. Zasypujmy solą - ja sypię ok. 2-2,5 łyżki na jakiś litr wody. Wkładamy do lodówki na minimum 12 godzin, ja najczęściej czekam przynajmniej 24. Po tym czasie mięso wyjmujemy, wylewamy wodę z solą, lekko obmywamy. Przyrządzamy marynatę, i nacieramy nią karkówkę. Najlepiej włożyć jeszcze w marynacie mięso do lodówki na 2-3 godziny - ja czasami pomijam ten krok. Rozgrzewamy piekarnik do ok. 160-180 stopni, i wkładamy mięso na blachę. Kilogramowy kawałek pieczemy ok. 1,5h. Po tym czasie wyłączamy piekarnik, i dajemy mięsu chwilę dojść, niech przestygnie - jakieś 10-15 minut. Wyjmujemy, kroimy, pałaszujemy!

czwartek, 3 marca 2011

Malutkie pączki - pączusie.


Nikogo chyba nie zaskoczę tym wpisem ;) ale czuję potrzebę podzielenia się radością, bo moje zeszłoroczne podejście do pączków skończyło się frustracją i katastrofą (chociaż S. zjadł, oczywiście). A w tym roku - pełny sukces! Ten przepis jest rewelacyjny, pączki wychodzą puszyste, nietłuste, okrąglutkie jak marzenie (ślicznie pęcznieją w trakcie smażenia). Dla mnie z glazurą były lekko za słodkie, więc połowę porcji zrobiłam posypaną cukrem-pudrem. Ale teraz chodzę i podjadam te z glazurą. I zrozum tu kobietę...

Wykorzystałam przepis Doroty, nie dodałam alkoholu bo nie miałam, sypnęłam garść mąki więcej, no i podzieliłam składniki na pół ;) podaję przepis na całą porcję, mnie z połowy wyszło 70 (!) pączuszków na jeden chaps.

Składniki: 

500g mąki pszennej (takiej, która ma powyżej 10g białka w składzie)
1 szklanka mleka
3 żółtka + całe jajo, czyli w sumie cztery jajka
50g cukru
3 łyżki oleju słonecznikowego (użyłam oleju ryżowego)
1 łyżka rumu lub wódki (pominęłam)
Sok wyciśnięty z połowy cytryny
20g świeżych lub 10g suchych drożdży

Ponadto: cukier puder, gorąca woda, olej do smażenia. Ja użyłam smalcu, bo chociaż za samym smalcem nie przepadam, to najbardziej lubię rzeczy na nim właśnie smażone. Głównie dlatego, że olej w smaku wyczuwam, a smalec jakoś nie - zostaje sam smak wypieku :)

Koszt: ok. 10zł (zależy głównie od tłuszczu)
Czas wykonania: uohoho i jeszcze trochę. Mnie zeszło ze 2,5 godziny ;)

Wykonanie:

Jeżeli używamy świeżych drożdży sporządzamy rozczyn: w ciepłym (nie gorącym) mleku rozpuszczamy drożdże, dodajemy cukier i dwie łyżki mąki. Rozcieramy żeby nie było grudek, i odstawiamy na ok. 10-15 minut aż ruszy (zacznie się pienić i bąbelkować). W misce ze wszystkich składników poza olejem zagniatamy ciasto - ja użyłam robota, bom leń. Będzie się bardzo kleić, ale nie podsypujemy dużo mąką (ja sypnęłam jakieś półtora garści). Z ciastem pracujemy szybko - wykładamy je na blat, omączamy ręce, i zagniatamy kulkę. Nie wciskamy mocno dłoni w ciasto, bardziej je tak uklepujemy, żeby nie zdążyło się przykleić ani do rąk, ani do blatu ;) gdy ciasto jest już jednorodne wylewamy na dłonie olej, i zagniatamy ciasto jeszcze chwilę - powinno się zrobić mniej kleiste i elastyczniejsze. Wkładamy je do miski obsypanej wewnątrz mąką, i zostawiamy na ok. 1,5h. Po tym czasie podwoi swoją objętość. Wyjmujemy ciasto, na blacie wałkujemy na grubość ok. 1-1,5cm. Malutką foremką wykrawamy pączki. Uwaga, z serii Tips&Tricks: nie miałam tak małej foremki (zalecana - 3cm średnicy), więc użyłam jednego z tych opakowań, w których kupuje się tabletki musujące, typu Plusz. Nadaje się rewelacyjnie ;) Odkładamy wykrojone krążki w jakieś lekko posypane mąką miejsce, i zostawiamy na ok 15 minut. W tym czasie możemy sobie rozgrzać tłuszcz, do ok. 180 stopni. Jeżeli nie posiadacie termometru kuchennego to podpowiem, że trwa to jakieś 10 minut. Widać też charakterystyczne "żyłki" w płynnym tłuszczu. Ale i tak najlepiej jest po prostu przetestować - wrzucić jednego pączuszka, i zobaczyć, co będzie ;)

Smażenie: na gorący tłuszcz wrzucamy po kilka pączuszków. Ponieważ są okrągłe, to nie będą się rumieniły równomiernie, chyba, że zanurzymy je całe w tłuszczu. Dorota zaleca, żeby wziąć pokrywkę o średnicy mniejszej niż garnek i położyć ją na pączki. Ja nie chciałam kupować dużo oleju czy smalcu, bo żal mi to później wylewać, więc smażyłam w małym garnku. Wykorzystałam inny patent, i tu Tips&Tricks numer 2: wzięłam garnek którego średnica dna była trochę mniejsza, i po wrzuceniu pączków i odczekaniu aż się zaokrąglą po prostu wsadzałam spód tego garnka w garnek z tłuszczem, podtapiając pączki ;)

Gotowe, zrumienione pączusie odsączamy na papierowych ręcznikach, a gdy trochę przestygną, według upodobania posypujemy je cukrem pudrem, lub obtaczamy w glazurze z cukru-pudru roztartego z wodą (na szklankę cukru będziecie potrzebowali kilku łyżek gorącej wody). Ja układałam je na kratce od piekarnika, a pod spód dałam silikonową matę, żeby zaoszczędzić sobie mycia blatu.

Dobrze, że w tłusty czwartek kalorie się nie liczą...


środa, 2 marca 2011

Prażona ciecierzyca.


Rewelacyjny przepis podpatrzony u Niny, lekko zmodyfikowany. Byłam zaskoczona tym, jak bardzo sycąca jest ta przekąska - po chipsy sięgamy raz po raz, a tu w pewnym momencie po prostu czujemy, że się najedliśmy ;) Zaskakujący, orzechowo-ziołowy smak, przepyszny. W pewnym momencie pachniało mi pieczonymi kasztanami, a chrupie w zębach jak takie małe, smażone ziarna kukurydzy, które gdzieniegdzie podają do piwa...są świetne, od razu znalazłam dla nich zastosowanie - spakowałam je w tytkę, jako białkowo-węglowodanową przekąskę na uczelnię - czasami łapie mnie głód pomiędzy zajęciami, a przerwa krótka - tym się spokojnie najem na jeden wykład :)


Składniki:

200g ciecierzycy (1 szklanka)
2 łyżki oliwy (u mnie pół na pół olej ryżowy i orzechowy, myślę też, że można nawet zmniejszyć ilość)
1/4 łyżeczki mielonego kuminu (nie kminku!) (posiekałam drobno nożem, bo miałam całe ziarna, a młynka niet)
1/2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki  pieprzu
3/4 łyżeczki chili
1/2 łyżeczki tymianku
2/3 łyżeczki tandoori masaali (Inka, nie krzycz, tak dobrze?)

Koszt: ok. 3zł
Czas wykonania: dłuuugi, ale tak naprawdę to mało pracochłonny.


Wykonanie:

Ciecierzycę na noc wsypać do miski i zalać wodą (dużą ilością, nie tak ledwo-ledwo ;)). Następnego dnia ciecierzycę gotujemy w dużej ilości lekko osolonej wody, ok. 20 minut, do miękkości (ja zrobiłam tak al dente, bałam się, że będzie się rozpadać).  Odcedzić, wytrzepać jak najwięcej wody, rozsypać na płaskiej powierzchni, żeby wyschła. Nina zaleca wysuszyć ją ściereczką, ale ja jestem leniem, więc rozsypałam ją po prostu na blasze, żeby sobie wilgoć wyparowała ;) W miseczce mieszamy oliwę i przyprawy. Dorzucamy do tego przeschniętą ciecierzycę, i mieszamy dokładnie, aż ziarenka pokryją się przyprawami. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni, rozsypujemy ciecierzycę na blasze, i pieczemy aż będzie chrupiąca. U mnie trwało to ok. 35-40 minut (termoobieg). Ciecierzyca najpierw będzie miała tylko chrupiącą skorupkę, ale w środku będzie miękka - nie dajcie się nabrać ;) najlepiej próbować co jakiś czas. Chrrrrup!

wtorek, 1 marca 2011

Omlet z serem i salami.



To chyba taki nie do końca omlet. To znaczy, wydaje mi się, że prawdziwe omlety robi się trochę inaczej - bez mleka i mąki, ale mogę się mylić :) w każdym razie tak na toto dziwadło mówiło się u mnie w domu, i bardzo je lubiłam. Naszło mnie dzisiaj, żeby sobie machnąć na szybki coś-jak-obiad...i przy okazji zutylizować lodówkowe resztki :)



Składniki:

2 jajka
2 łyżki mąki (u mnie jedna łyżka białej, jedna razowej)
2-3 łyżki mleka (chlupam na oko)
Kilka plasterków ulubionego sera (u mnie mozzarella)
Dowolna wędlina (u mnie salami)
Pieprz, sól

Czas wykonania: 10 minut
Koszt: 2-3zł

Wykonanie:

Do miseczki wbijamy jajka. Trzepaczką lub widelcem lekko ubijamy z mlekiem, dodajemy mąkę i przyprawy, i mieszamy aż do połączenia w gęstą, jednolitą masę (chociaż nie musicie się od razu zabijać, jak zostanie trochę grudek). Rozgrzewamy patelnię, ale tak średnio - nie ma być skwiercząco gorąca. Roztapiamy na niej kawalątek masła, po czym wylewamy naszą masę. Przykrywamy patelnię pokrywką, i czekamy kilka minut. Czekamy tak długo, aż brzegi omletu będą ścięte, ale środek wciąż jeszcze lekko płynny, o tak:


Po czym, jak widać, na jedną połowę nakładamy pokrojone ser i wędlinę. Za pomocą łopatki składamy omlet na pół. Ze względu na zawartość mąki pewnie pęknie na pół, jak i mnie ;) Chyba, że użyjecie większej patelni, i klapniecie go dość szybko. Ja się dużej patelnii nie dorobiłam, a omlety lubię mocno podpieczone, więc jest jak jest. Przykrywamy pokrywką jeszcze na chwilę, podsmażamy do ulubionego stanu, nakładamy na talerz i wsuwamy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...