piątek, 17 lutego 2012

Blok czekoladowy



Nie mogłam być gołosłowna, prawda? Na walentynki partner zawsze może liczyć na jakąś słodkość. A tak się składa, że wysilać się specjalnie nie musiałam, bo  mogę się szarpać i piec drożdżowe bułeczki, wymyślne ciasta i fikuśne ciasteczka, a tej mendzie najbardziej smakuje masło z kakao...no ale trudno, przynajmniej mam z górki ;)

Blok czekoladowy robiłam z dwóch przepisów, ale pierwszy wyszedł stanowczo za rzadki i było go trochę za dużo. Więc sięgnęłam do Doroty, zmniejszyłam ilość składników, trochę pozmieniałam i wyszedł taki, jak chciałam.

Do bloku można dodać ulubione dodatki - siekane orzechy, skórkę pomarańczową, inne kandyzowane owoce, co tylko dusza zapragnie. U mnie wersja klasyczna i prosta - z herbatnikami.

Składniki:

0,5 szklanki cukru
120g masła
1/4 szklanki wody
3 czubate łyżki kakao
200 gram mleka w proszku (użyłam łaciatego)
100g herbatników

Czas wykonania: 2-3h (stygnięcie)
Koszt: 5-6zł

Wykonanie:

W garnuszku rozpuszczamy masło, wodę, cukier i kakao, mieszamy aż powstanie płynna, gładka masa. Odstawiamy do lekkiego przestudzenia. Do miski wsypujemy mleko w proszku, zalewamy kakaową masą, mieszamy i ugniatamy aż do uzyskania konsystencji miękkiej plasteliny. Wkruszamy herbatniki i wgniatamy je w masę. Następnie przekładamy ją do dowolnej formy - ja użyłam pudełka po lodach algidy :) odstawiamy do lodówki do schłodzenia. Gdy będzie już zimny kroimy w dowolne kształty (u mnie - kosteczki, ale często kroi się np. plasterki) i zajadamy. 

wtorek, 14 lutego 2012

Walentynki last-minute?


Czy ktoś w ostatniej chwili obudził się, że dziś jest to koszmarne, komercyjne święto, a prezentu niet? Ja Walentynek nie obchodzę jakoś hucznie, ale moja druga połówka zawsze może liczyć na jakąś symboliczną słodkość. Pluszowym miśkom mówię nie. A jak słodkości, to tylko domowe :)

Jeżeli jeszcze któreś z was chciałoby sprawić prezent last-minute swojej walentynce, to poniżej proponuję różne przepisy na słodkości, które na blogu już się pojawiły. Łączy je jedno: są pyszne i szybkie do wykonania, więc na wieczór spokojnie zdążycie :) no i oczywiście proste, więc każdy powinien sobie poradzić. Nawet jeżeli nie jesteście zapalonymi cukiernikami, to zaskoczcie ukochaną/ukochanego, na pewno doceni ;)

Pyszna, pachnąca klasyka, czyli proste muffinki:

Bananowe z czekoladą
Bananowe z nutellą
Potrójnie czekoladowe, dla czekoladoholików

A może dekadenckie, bardzo czekoladowe ciasto z cukinią?

Chyba, że macie ochotę powycinać słodkie, ciasteczkowe serduszka, wtedy wybierzcie ciasteczka cynamonowe, kakaowe wycinanki albo ciasteczka z nutellą.

Oczywiście bez wycinania też się da. Możecie zrobić krucho-ciągnące, amerykańskie chewy chocolate chip lub ciasteczka obłędnie czekoladowe. Dla zupełnych leniwców - karmelowe kolakakor :)

A na kolację coś solidniejszego, czyli puchate, słodkie pancakes, mmm.

niedziela, 12 lutego 2012

Ciasteczka ka’ak b’sukar




Izraelskie ciasteczka pomarańczowe obtaczane w cukrze, na które przepis znalazłam tutaj. Zakochałam się w ich wyglądzie więc po prostu musiałam je zrobić. Przepis był dla mnie dość mylący, moim zdaniem ilość mąki w nim jest dużo za duża, więc zmniejszyłam ją w drodze eksperymentu. Spróbowałam też zrobić z ilości podanej w przepisie, ale ciasto wyszło zupełnie do niczego - kruszyło się i nie dawało rolować. Dlatego podaję przepis który nie jest dokładnym odwzorowaniem oryginału, za to wychodzi i jest przepyszny :) mimo wszystko - nie wyszły mi tak ładne jak w oryginale, ale będę jeszcze ekspetymentować.

Ciasteczka są tylko lekko kruche z zewnątrz, w środku bardziej miękkie. Wyczuwalny jest delikatny aromat skórki pomarańczowej, a ciasteczka wskakują w rękę jedno po drugim...jeżeli znudzi wam się rolowanie ich w linę, jak mnie, to można po prostu rolować długie liny i kroić je na prostokątne kawałki :) powinny być bardzo blade, lekko tylko przyrumienione na końcach i od spodu.

Przepis jest na bardzo dużą porcję, jeżeli nie macie zaplanowanej wizyty ciasteczkożerców, to upieczcie je z połowy porcji. Ale dobrze przechowują się też w zamkniętej puszce, więc możecie też zrobić zapas na słodki kryzys, albo po prostu wieczorne podjadanie.

Składniki:

4 jajka
210 gram cukru + garść do obtaczania.
220ml oleju
550g mąki
Płaska łyżka proszku do pieczenia
1 duża pomarańcza

Koszt: 6-7zł
Czas wykonania: ok. 1h


Wykonanie:

W misce zmiksować jajka, cukier, olej. Pomarańczę sparzyć, wyszorować szczoteczką i na drobnej tarce zetrzeć skórkę (tylko pomarańczową część, omijając gorzkie, białe albedo). Dodajemy do miski, mieszamy. Porcjami dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia, miksujemy. Ciasto będzie lekko lepkie. Chłodzimy je przez ok. 15 minut w lodówce. Po tym czasie wyjmujemy, urywamy kawałki tej samej wielkości i wałkujemy dwie liny grubości ok. centymetra. Zawijamy je ze sobą nawzajem i kroimy na 3-4cm kawałki. Gdyby ciasto za bardzo się kleiło można dodać do niego trochę mąki, lub lekko umączyć blat, ale niedużo, jak najmniej. Obtaczamy takie kawałki w cukrze i układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 150 stopniach ok. 10 minut, pilnując ciastek, bo mają się tylko lekko przyrumienić. Studzimy, zajadamy :)

poniedziałek, 6 lutego 2012

Muffinki ze snickersem



Wybaczcie jakość zdjęcia, robiłam je na wieczorną sesję rpg i zniknęły, nie było okazji złapać lepszego światła ani się specjalnie ze zdjęciami szczypać :) za to muffinki są grzechu warte. Ze względu na brak kakao trochę improwizowałam, ale opłaciło się. Pewnie nie wszyscy będą mieli pod ręką moje składniki, więc w nawiasach podaję wersję alternatywną, która na pewno będzie równie pyszna (chociaż bardzo polecam dodatek kawy karmelowej, mmm).

Składniki:

1 szklanka mleka
0,5 szklanki oleju
0,5 szklanki cukru
2 jajka
1 szklanka czekoladowych wiórków (można zastąpić pół szklanki kakao)
2,5 szklanki mąki
2 łyżeczki karmelowej kawy zbożowej Inka (można pominąć)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 batoniki Snickers

Koszt: 8-10zł
Czas wykonania: 35 min

Wykonanie:

Mieszamy mleko, olej, jajka, cukier, mieszamy dokładnie widelcem. Dodajemy resztę suchych składników, mieszamy widelcem aż do połączenia i zniknięcia większości grudek, niezbyt dokładnie. Batoniki siekamy drobno - ja kroiłam je wzdłuż na 3, a później siekałam w takie słupki. Podjadając przy tym, bo jak się oprzeć...dodajemy do masy, mieszamy. Nakładamy do blachy wyłożonej papilotkami, pieczemy ok. 15 minut w 170 stopniach aż wyrosną i popękają.

Uwaga: muffinki należą do tych klejących się do papierka, więc jeżeli macie silikonowe formy, to polecam :)

Przy okazji - od jakiegoś czasu zaistniałam na facebooku, dla wygody osób, które nie mają konta na blogspocie a chciałyby być na bieżąco informowane o nowych postach na blogach, zapraszam ciepło.

niedziela, 29 stycznia 2012

Makaron wiejski - z kiełbasą i pieczarkami.




Pochwała prostoty. Przyszła zima, więc czas rozgrzać się sycącym, pożywnym daniem - jednocześnie nie aż tak ciężkim jak by się mogło wydawać, ze względu na brak sosu. Makaron jest ekspresowy do zrobienia, składniki ogólnodostępne, a mimo to pyszny i pachnący.


Składniki (dla jednej osoby):

Kawałek dobrej kiełbasy
1 średniej wielkości cebula
4-5 pieczarek
Opcjonalnie: kilka suszonych pomidorów z oleju
100g makaronu
Pieprz, sól

Czas wykonania: 15 minut
Koszt: 5-6zł

Wykonanie:

Kiełbasę kroimy w półplasterki albo ćwiartki. Podsmażamy chwilę na patelni aż tłuszcz się wytopi. Siekamy cebulę w drobną kostkę, dorzucamy, mieszamy podsmażając, aż cebula się przyrumieni. Pieczarki myjemy/oczyszczamy, kroimy kapelusze w ćwiartki a nóżki w plasterki. Dorzucamy na patelnię, smażymy chwilę ciągle mieszając. Można też chwilę poddusić pod przykrywką, jeżeli lubicie bardziej miękkie grzyby. Opcjonalnie: dorzucamy 2-3 posiekane, suszone pomidory z oleju. Podajemy z makaronem ugotowanym do miękkości w osolonej wodzie, doprawiamy jedynie pieprzem i solą do smaku.

niedziela, 22 stycznia 2012

Mleczne ciasteczka kokosowe




Ten pyszny przepis w oryginale pochodzi od Doroty, ale po paru pieczeniach poddałam go kilku modyfikacjom. Same ciastka były trochę zbyt mdłe, a dodatek kokosa fajnie to przełamuje. Ponadto moim zdaniem zdecydowanie zbyt łatwo było je przypalić, więc nieco zmieniłam sposób ich pieczenia. Najfajniejsze jest w nich to, że robi się je szybciutko - nie trzeba ich chłodzić, wałkować, wykrawać. Wystarczy utoczyć dwie blachy kuleczek i w pół godziny mamy kopiasty talerz ciasteczek.

Ciastka są lekko miękko-kruche w środku, idealnie komponują się ze szklanką mleka jako drugie śniadanie.

Składniki:

2 szklanki mąki
1/2 szklanki mleka w proszku
1/2 szklanki cukru-pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
150g miękkiego masła
2 jajka
100g białej czekolady
50g wiórków kokosowych

Czas wykonania: 45min
Koszt: 6-8zł

Wykonanie:

Miękkie masło miksujemy z cukrem-pudrem. Dodajemy jajka, miksujemy. Dodajemy mleko, proszek do pieczenia, wanilię, miksujemy. Dodajemy mąkę, miksujemy. Czekoladę siekamy w drobną kosteczkę, dodajemy razem z wiórkami kokosowymi, zagniatamy. Ciasto powinno być dość twarde. W rękach toczymy kuleczki wielkości orzecha włoskiego, dość mocno spłaszczamy. Układamy na blasze w niedużych odstępach (trochę rosną). Pieczemy ok. 15 minut w piekarniku nagrzanym do 160 stopni, kontrolując ich wygląd - ciacha w minutę potrafią zbrązowieć i przypalić się, zwłaszcza od dołu. Kiedy ciacha zaczynają być złote na brzegach to czas, żeby je wyciągać - u góry mogą być bledsze.

PS. Jeżeli ktoś ma ochotę na darmowy rysunek mojego autorstwa, to na moim rysunkowym blogu jest minikonkurs-loteria, zachęcam do wzięcia udziału :) Link do konkursu.

czwartek, 5 stycznia 2012

Sprzedajne ku...charki!



Czy pamiętacie zeszłoroczną akcję sprzedawania kuchareczek na WOŚP? Tak, tak, w tym roku też startujemy! :)

Nie pamiętacie? Kliknijcie tu: Szok Afera!  W skrócie - z okazji finału WOŚP na aukcjach wystawiamy...siebie :) do wylicytowania są kolacje, obiady i desery z osobami z całej Polski.

Ja, niestety, z racji stanu zajętego, wystawiać się nie będę, ale obejmuję pieczę nad tegorocznymi dziewczynkami (...kogo to ze mnie czyni?). Jeżeli któraś z głodnych Pań zaglądających na mojego bloga ma chrapkę na gotującego dżentelmena...zapraszam na bloga Miśka, Studenckie Gotowanie, gdzie znajdziecie nasze tegoroczne propozycje~


Z przyjemnością więc przedstawiam wam nasze tegoroczne, sprzedajne kucharki!

PS. A może właśnie TY masz ochotę dołączyć? Jeżeli tak, to szybciutko napisz mi maila na rynn@piekarzynek.pl !



Kinga z Krakowa - pokręcona osoba mająca milion pomysłów. Realizuje tylko te najbardziej pokręcone. Robi świetny blok czekoladowy a do tego śliczną biżuterię. Podróże stopem udowodniły, że na słodkie oczy jest w stanie załatwić wszystko. Na obiad zaprasza do miasta Kraka - jeśli tylko obiad odbędzie się w miarę szybkim terminie, później to kwestia dogadania się. Link do jej aukcji znajdziecie tu. Klik!







Ania z Krakowa - na przystawkę proponuje grzanki z pomidorami, kozim serem i bazylią (mniam!), jako danie główne - łosoś, pieczone ziemniaczki i warzywa (mniam!!) a jeżeli aukcja osiągnie odpowiednią cenę - babeczki albo piernik na deser :) dopuszczalna również opcja paczuszki ze słodkościami na wynos. Możliwość zamiany rybki na coś innego. Link do jej aukcji znajdziecie tu. Klik!














Na aukcji mega wypasiony obiadek z deserem przygotowany
przez dwie przesympatyczne, może nieco zwariowane (ale w granicach finezji) przemiłe istotki z Bielska-Białej. Danie pozostanie tajemnicą do ostatniego momentu, ale na pewno będzie smaczne :)


















Kucharzyć będą Gosia - anglistka z zamiłowaniem do podroży i
wolontariatu, oraz Magda - fizjoterapeutka, artysta, kucharz, kelner, akrobata ;) Link do ich aukcji znajdziecie tu. Klik!



 Joanna z Krakowa - jak śniadanie, to tylko do łóżka. Jak obiad - to ruskie pierogi. Jak deser - to szarlotka. Jak nie Kraków - to odbierz ją z dworca, dostawa na terenie Polski gratis. Polonistka, poza tym sympatyczna. Lubi inteligentnych mężczyzn, ale ugotuje dla każdego. Link do jej aukcji znajdziecie tu, klik!






Do sprzedania są trzy sympatyczne dziewczynki z Krakowa - Ania góralka, pogodna Asia i Joasia, z którymi będzie można zjeść: zieloną zupę krem z brokułów, zielono-czerwoną lazanię ze szpinakiem, ciasto marchewkowe w kolorze marchewkowym na deser :) Po konsultacji z kupcem - możliwy inny zestaw do uzgodnienia. Link do aukcji znajdziecie tu, klik!






Katarzyna: Z urodzenia Polka, z charakteru Ukrainka, potrafi zjeść więcej niż niejeden niedźwiedź i wypić więcej niż niejeden wielbłąd. Posiada ukryte skłonności do destrukcji objawiające się jej głośnym i druzgocącym (ale także zaraźliwym) śmiechem oraz okazjonalną chęcią rzucenia jajkiem w losowym kierunku. Jej zdolności kulinarne nie zostały jeszcze szerzej przetestowane, ale nawet jeśli okażą się nieadekwatne, z nawiązką zrewanżuje się dobrą zabawą po posiłku, przy wspólnym oglądaniu programów w pralce. Kolacja do odebrania w Drohobyczu lub Lwowie. Przy okazji Katarzyna oprowadzi po mieście i opowie ze szczegółami historię wszystkich okolicznych nagrobków. Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik!



Kochająca gotować Aneta z Krakowa zaprosi swojego szczęśliwego nabywcę na zieloną kolację, jako że od 11 roku jest wege. A kto myśli, że wege to tylko tofu i sałata mocno się myli :) Od pewnego czasu koncertuje w klimatach reagge, więc może podczas kolacji uda się wam namówić ją na zanucenie kilku piosenek... Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik!




 Oto Kasia. Krakowska to Kasia. Też miła to Kasia. I gotuje miło, cokolwiek się chce.
Pewnie opowiedziałaby o sobie więcej, ale...zapomniała.

To ja opowiem. Dużo podróżuje, choć jest kobietą i fizykiem jednocześnie ( a to trudna, codzienna sztuka!).
Może więc zaoferować wyjątkowo przysmak tych wakacji, czyli marokańską harirę wraz z mnóstwem ciekawych, stopowych historyjek.
Potrafi być demonem w kuchni - obserwowanie jej popisów nie nadaje się dla osób o słabym sercu i kobiet w ciąży. Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik!




 Ewelina z Krakowa - romanistka z zamiłowaniem do podróży, najchętniej jednośladem lub na stopa. Ceni rowerową elegancję ( http://wolnyrower.blogspot.com/2011/10/sesja-rowerowa-w-parku-krakowskim.html ).


Chętnie przygotuje coś z francuskiej kuchni i podzieli się swoimi pasjami przy lampce wina.


Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik! 

 Asia z Krakowa mówi o sobie: "gotuję wszystko i ze wszystkimi. Dajcie mi tylko składniki ;) Mogę zaproponować kuchnię włoską, polską, trochę indyjskiej lub wietnamskiej – co wolisz. Chętnie przygotuję tez coś na zamówienie, nawet dla kilku osób (tyle ile pomieści moje małe mieszkanko)."

Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik!
 Katarzyna z Wrocławia (jeszcze przez pół roku studentka, tancerka, żeglarka,
wariatka) proponuje obiad po studencku. Jej specjalność: zapiekanki makaronowe i ziemniaczane, dokładne menu do uzgodnienia z wygrywającym aukcję. Na deser muffinki. Mimo studenckich klimatów nikt nie wyjdzie od niej głodny :) Obiad do odebrania we Wrocławiu.



Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik!


Julita z Nowej Iwicznej (niedaleko Warszawy) mówi tak: najlepiej wychodzą mi lekkie potrawy jak włoskie makarony, risotta, curry i zupy krem, ale zrobię też i gulasz, i pierogi i pizzę. Inspirację i przepisy czerpię z couch-surfingowania - od Laponii po Chorwację i od Portugalii po Estonię, więc zapraszam wszystkich podróżników i tych, którzy cenią sobie podróże kulinarne. Zaczniemy od aperitifu, a skończymy na desce z serami, deserze i dobrym winie. Na późny obiad/kolację zapraszam do Nowej Iwicznej (30 min. od centrum Warszawy), ale rozważę też 'gościnne występy' w okolicy.

Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik! 



Studentka dwóch krakowskich uczelni, marząca o pracy Krokodyla (ITD), doceniająca pracę Policji - zwłaszcza po ostatnich przygodach…

Przedmiotem aukcji jest ciasto „Martynka”, które szybciej znika niż potrzebny jest czas na jego przygotowanie :)

Tutaj znajdziecie link do jej aukcji, klik!





Mamy nadzieję, że już wkrótce dołączy do nas więcej dziewczyn, zaburzając krakowską dominację ;)

PS.Wystawia się również Sqll, współtwórca Piekarzynka i mój dobry przyjaciel! Klepnijcie go tam, bo jego lasagne jest grzechu warta :) Klik klik!

czwartek, 22 grudnia 2011

Creme brulee


Arystokrata wśród francuskich deserów. Chrupiąca, karmelowa skorupka pęka pod stuknięciem łyżeczki, a pod spodem czeka delikatne, śmietankowo-waniliowe, kremowe wnętrze. Grzech jeść, ale jeszcze większy - odmówić sobie.


Dokładnie rok temu dostałam od taty na święta mały, ręczny palnik gazowy, który służy właśnie do karmelizowania cukru na tym deserze. Ale spokojnie - jeżeli go nie macie, to wystarczy, że wstawicie posypany cukrem deser na kilkanaście sekund pod mocno nagrzany grill od piekarnika, i też wyjdzie. Ale trzeba bardzo uważać - granica między słodkim, chrupiącym karmelem a przypalonym, gorzkim okropieństwem jest cieniutka ;)

Przepis od jakiegoś czasu jest zapisany w mojej przepisowej książce, ale ostatnio zorientowałam się, że pochodzi od Doroty

Składniki:

300ml śmietanki 30%
4 żółtka
3 łyżki cukru-pudru
Laska wanilii
Cukier do posypania  - zwykły lub trzcinowy (u mnie akurat tym razem zwykły).

Ponadto: trzy kokilki (to takie porcelanowe, niskie naczynia w których można piec)


Czas wykonania: 4-5h (studzenie)
Koszt: 8zł

Wykonanie:

Śmietankę wlewamy do niewielkiego garnuszka. Przecinamy strąk wanilii na pół, wyskrobujemy ziarenka, dodajemy do śmietanki. Doprowadzamy na malutkim ogniu do wrzenia, narkotyzując się unoszącym się zapachem wanilii. Odstawiamy do wystudzenia. W kubeczku ucieramy żółtka z cukrem-pudrem, krótko, do połączenia. Gdy śmietanka jest już ostudzona dodajemy do niej żółtka, mieszamy dokładnie, żeby nie było żadnych grudek. Rozdzielamy masę na nasze kokilki (u mnie - trzy) i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 100 stopni. Pieczemy krem 45 minut, do godziny. Powinien być lekko galaretkowaty na środku. Wstawiamy do lodówki (lub, przy obecnej, zimowej już pogodzie - za okno :)) na przynajmniej 2-3 godziny, aż będzie zupełnie zimny. Po tym czasie wysypujemy na każdy łyżkę cukru i karmelizujemy - specjalnym palnikiem lub metodą piekarnikową, opisaną powyżej. Warstwa karmelu nie powinna być zbyt gruba, bo będzie ciężko ją przebić łyżeczką.

wtorek, 20 grudnia 2011

Pierniczki kamyczki


Bez tych pierniczków nie ma u mnie świąt. Może się walić, palić, możemy nie mieć czasu - pierniczki są zawsze. To chyba pierwsze ciastka które piekłam, jeszcze jako mały szkrab, z mamą - mama toczyła kuleczki, a ja swoją porcję wałkowałam i wycinałam ulubione, nie wiedzieć czemu, koguciki, grzybki i gwiazdki (kogucik na Wigilię, kto to widział w ogóle).

Obowiązkowe było też siedzenie przy piekarniku, obserwowanie jak pierniczki się złocą i przy okazji - świąteczne pogaduchy o wszystkim i o niczym. W zasadzie mam z tymi ciasteczkami same dobre wspomnienia, zawsze więc wracam do tego przepisu, niczego w nim nie zmieniając.

Nazwa oczywiście od ich twardości - pierniczki są twarde, kruche i świetnie nadają się na ozdoby choinkowe. W piekarniku nie rozlewają się zbyt mocno, więc dziurki wykrojone przed pieczeniem zachowują swój kształt. Po ozdobieniu białym lukrem i przewleczeniu ładnej tasiemki będą śliczną ozdobą na choince. Miękną po ok. 1,5-2 tygodnia. Jeżeli chcecie przyspieszyć ten proces, to zamknijcie je w puszce ze skórką od jabłka - zmiękną w 2-3 dni.

Jeżeli posiadacie zestaw różnej wielkości wykrawaczek-gwiazdek to pokuście się o zrobienie choinki - gwiazdki od największej do najmniejszej układamy na sobie, przekładając je malutkimi kółeczkami lub, w moim przypadku, najmniejszą gwiazdką. Polukrowane, zaśnieżone, ozdobią świątecznie mieszkanie. A po świętach można je schrupać :)

Ładnie ozdobione i zapakowane pierniczki będą też miłym, drobnym upominkiem dla znajomych - jeżeli opakujecie w celofan taką śnieżynkę-bombkę na pewno sprawicie komuś przyjemność małym kosztem, polecam. Ja regularnie od kilku lat obdarowuję najbliższych przyjaciół takimi właśnie paczuszkami :)




Składniki:

1kg + 100g mąki + do podsypywania
0,5 litra miodu sztucznego
1 łyżeczka sody
1,5 szklanki cukru
1 paczka przyprawy do piernika
3 jajka
2 łyżki wody
1 łyżka masła

Koszt: ok. 10zł
Czas wykonania: 2-3h

Wykonanie:

W garnku mieszamy miód, cukier, wodę i masło. Podgrzewamy na malutkim ogniu aż do rozpuszczenia i delikatnego bąbelkowania. Wsypujemy przyprawę do piernika, mieszamy dokładnie. Bardzo, bardzo powoli dodajemy przesiane 100g mąki, wciąż mieszając, żeby nie porobiły się grudy. Po dodaniu całej mąki trzymamy mieszaninę na ogniu jeszcze chwilę, po czym odstawiamy. Teraz musimy poczekać, aż odpowiednio się wystudzi - uwaga na palce przy sprawdzaniu temperatury ;) nie może zupełnie się ochłodzić, bo stwardnieje. Powinna być na tyle ciepła, żeby nie parzyć rąk. W misce mieszamy mąkę z sodą. Dolewamy naszą miksturę, mieszamy lekko łyżką, wbijamy  trzy jajka i zagniatamy elastyczne ciasto. Ostrzegam, to potrwa ;) to zagniatanie było dla małej Mnie zawsze wyzwaniem. Ciasto będzie się lekko kleić, nie należy się tym bardzo martwić.

Gdy ciasto jest już gotowe odrywamy z niego kawałki wielkości pięści, i na blacie obficie posypanym mąką wałkujemy na ok. 3-4 milimetry. Prawdopodobnie z góry też trzeba będzie je omączyć. Wykrawamy ulubione kształty ciasteczek i układamy na wyłożonej papierem blasze.

Pieczemy ok. 10 minut w piekarniku nagrzanym do 150 stopni, aż lekko wyrosną i się przybrązowią.

Wersja dla leniwych - można również z ciasta toczyć kuleczki wielkości orzecha włoskiego, wtedy trzeba je będzie piec trochę dłużej, dobrze wtedy też zwiększyć ilość sody do 1,5 łyżeczki.

I jeszcze mała dygresja. Bardzo uważajcie kupując przyprawę do piernika - cwani producenci chcą nam wcisnąć mąkę w cenie 120zł za kilogram ;) zerknijcie na skład waszej przyprawy - jeżeli znajduje się tam mąka, to należy z niej zrezygnować. Mąka jest tanim wypełniaczem który sprawia, że przyprawy jest więcej, ale jest oczywiście przez to mniej aromatyczna i, cóż, podrabiana. U mnie na czarnej liście wylądował Prymat, w którym to mąka jest wymieniona na pierwszym miejscu w składzie (sic!). Polecam za to np. Kamis, nigdy się jeszcze na nim nie zawiodłam.



Lukrowanie

Jeżeli macie ochotę, to możecie swoje pierniczki ozdobić śnieżnobiałym lukrem - nada im to uroku :) polecam przepis na tzw. royal icing - lukier który jest odpowiednio sztywny, dość szybko zastyga i łatwo nim manipulować.

Składa się on z:

1 białka
1 szklanki cukru-pudru.

W miseczce ucieramy łyżką cukier z białkiem, można też dodać ulubiony barwnik albo ciut soku z cytryny (ale wtedy trzeba dodać więcej cukru). W zależności od wielkości białka pewnie będziecie musieli go odrobinę zagęścić lub rozcieńczyć - nałóżcie odrobinę lukru na papier patyczkiem szaszłykowym, jeżeli trzyma kształt, to wszystko jest ok.

Ja do lukrowania używam specjalnych buteleczek które kupiłam w zeszłym roku w sklepie Tchibo, są bardzo wygodne, ale możecie użyć też woreczka z uciętym rogiem albo papierowej tutki, jak wam wygodniej.



A jak u was idą przygotowania do świąt? :)

piątek, 2 grudnia 2011

Kolakakor - karmelowe ciasteczka.




Większości osób pewnie wiadomo, że nasz kalkulator kaloryczny, Piekarzynek, jest też miniagregatem blogów kulinarnych. Przeliczając dla siebie zazwyczaj korzystam z programu, ale zaglądam na stronę właśnie po przepisy - przeglądam je codziennie odruchowo. I tak trafiłam na te pyszne ciasteczka na blogu Kasi i Marcina.

Te szwedzkie (podobno) ciasteczka są chrupiące z wierzchu, w środku cudownie się ciągną, a najwspanialsze jest w nich to, że mają mało składników i ekspresowo się je robi. Nie ma żadnego toczenia 127547 kuleczek czy mrożenia ciasta i wycinania, o nie. Wszystkim moim znajomym bardzo smakowały, nie wiedzieć czemu szukali w nich jakiegoś tajemnego składnika. Podejrzliwe bestie. Po cieście z cukinią wszyscy  nagle się doszukują...

Składniki:

200g masła
200g ciemnego cukru trzcinowego (koniecznie ciemny cukier, to on nadaje ten karmelowy smak)
1 łyżka miodu (w oryginale: golden syrup)
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
300g mąki
Opcjonalnie: cynamon (dodałam łyżeczkę).

Czas wykonania: 30 min
Koszt: 6-7zł

Wykonanie:

Proste jak funt kudeł, jak mawia mój Tata. Miksujemy miękkie masło z cukrem, dodajemy resztę składników, miksujemy aż się połączy. Wykładamy dużą, piekarnikową blachę papierem do pieczenia. Ciasto dzielimy na 4 części, rolujemy wałeczki które układamy koło siebie na blasze i mocno spłaszczamy. Jeżeli macie duży piekarnik, to wałeczki rozleją się i po upieczeniu będziecie je kroić w ukośne paski. Mój piekarnik jest dość mały, więc wszystko zlewa się w jeden wielki kwadrat, i bardzo mi to pasuje. Bo oto po 15 minutach pieczenia w 175 stopniach wyjmujemy jeszcze gorące ciastka (a w zasadzie wkrótce-ciastka) i wciąż na  blasze, szybko kroimy je ostrym nożem na zgrabne kwadraty. Odstawiamy do wystygnięcia.

Moja uwaga: im dłużej będziecie piekli ciastka, tym bardziej chrupiące a mniej ciągnące będą. Fragmenty od brzegów zazwyczaj mocniej chrupią, te z środka bardziej się żują. Ja zazwyczaj wyciągam ciastka kiedy widzę, że zewnętrzne krawędzie zaczynają brązowieć, ale środek jest jeszcze mocno miękki i falujący.