Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śniadania. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 sierpnia 2016

Jajecznica z zielonymi pomidorami

przepis na zielone pomidory


Czy wy też macie pomidory, które zaspały? Na działce moich rodziców jest ich pełno - ze względu na deszcz jest wiele takich, które nie zdążą już dojrzeć. Wcale mi to nie przeszkadza, bo zielone pomidory są pyszne! Jedynym problemem jest znalezienie na nie pomysłu. Oryginalny przepis na zielone pomidory ciężko utrafić - wszędzie tylko sałatki na zimę, no i oczywiście smażone zielone pomidory. Ja często zjadam po prostu pokrojone w kostkę i podduszone z papryką, ale ten śniadaniowy przepis na jajecznicę też jest pyszny. Jeżeli znudziła was już trochę zwykła jajówa na śniadanie, to może zasmakuje wam ta jajecznica z zielonymi pomidorami?

Składniki: 

3 jajka
1 zielony pomidor
1 mała, czerwona cebula
1-2 plastry szynki
Łyżeczka masła
Sól, pieprz

Koszt: 3zł?
Czas wykonania: 15 min.

Wykonanie:

Zielonego pomidora płytko naciąć w krzyżyk, od czubka i od dołu. Polać wrzątkiem albo go w nim zanurzyć, na chwilkę, tak, żeby skórka zmiękła. Obrać ze skórki, pokroić w sporą kostkę.

Na patelni rozgrzać masło, wrzucić pokrojoną w kostkę szynkę, podsmażyć chwilę. Dodać drobno posiekaną cebulkę, podsmażać, aż się zeszkli, często mieszając. Pod koniec dodać pomidora, zmniejszyć ogień, posolić, popieprzyć, dusić pod przykryciem ok. 5 minut, aż pomidor zmięknie. Wbić jajka i, mieszając, usmażyć do ulubionej konsystencji. Podawać z pieczywem, albo bez, jak kto lubi :) 

przepis na zielone pomidory

PS Jecie jajecznicę mocno ściętą czy glutowatą? ;)

wtorek, 1 lipca 2014

Bułki śniadaniowe


Dość spontanicznie postanowiłam wziąć udział we wspólnej akcji pieczenia bułeczek śniadaniowych :) Zorganizowała je Aga z bloga Maryna w Kuchni. Przepis był zachęcający a bułki wyglądały fenomenalnie, ale jak to ja i pieczenie chlebów czy innego pieczywa - wyszły mi zupełnie inne ;) nawet nie chcę się zastanawiać co poszło nie tak, chyba po prostu jestem przyzwyczajona do wyrabiania takich okrągłych, zawijanych pod spód bułeczek i wychodzą takie okrągłe. Może następnym razem wyjdą mi takie ładnie rustykalne? Bo przepis na pewno powtórzę - bułki są łatwe, szybkie i wyjątkowo pyszne. Obawiałam się tego dodatku octu balsamicznego, ale wcale go nie czuć, może dzięki niemu bułki są takie smaczne? Sami spróbujcie.

Ponieważ jestem przez dwa tygodnie słomianą wdową to upiekłam bułki z połowy porcji :)

Składniki (na 6 bułek):

325g mąki pszennej
50g mąki żytniej
225g wody
15g świeżych drożdży
25g maślanki (użyłam jogurtu naturalnego)
5g soli
5g miodu
7,5g octu balsamicznego

 Koszt: 3-4zł
Czas wykonania: 1,5h


Wykonanie:

W miseczce wymieszać ciepłą wodę, drożdże, maślankę i miód. Odstawić na chwilę. Dodać resztę składników i zagnieść luźne, lepkie ciasto, tylko lekko podsypując mąką w razie potrzeby. Odstawić w przykrytej miseczce do podwojenia objętości, od 30 minut do 1 godziny. Po tym czasie ciasto wyrzucić na oprószony mąką blat, zagnieść ponownie. Podzielić na 6 części, uformować bułeczki, ułożyć na blasze. Pozostawić do napuszenia (ok. 10-15 minut). Piekarnik nagrzać do 210 stopni, piec bułeczki 15 minut po czym zmniejszyć temperaturę do 190 i piec jeszcze ok. 5 (piekę z termoobiegiem). Bułeczki będą gotowe kiedy wyrosną i zezłocą się.

Najlepsze jeszcze na ciepło, z chrupiącą skórką i miękkim wnętrzem.



Bułeczki pozostałych blogerek możecie obejrzeć tu:

http://mojekucharzenie-bozena-1968.blogspot.com/2014/06/buki-sniadaniowe.html
http://rozowakuchnia.blox.pl/2014/06/Bulki-sniadaniowe-ze-slonecznikiem.html
http://marynawkuchni.wordpress.com/2014/06/28/buleczki-z-ziarnem-i-prazona-cebulka/
http://redandpale.blox.pl/2014/06/Buleczki-sniadaniowe.html
http://kulinarneszalenstwamaniusi.blogspot.com/2014/06/buki-sniadaniowe.html
http://kuchniaiczary.blogspot.com/2014/06/buki-sniadaniowe-wg-kuchniamaryny.html

wtorek, 12 listopada 2013

Pasta z tofu, rukoli i słonecznika

pasta z rukolą i słonecznikiem


Już od jakiegoś czasu tofu nie jest dla mnie fu. A teraz okazało się, że tuż obok klubu fitness do którego chodzę dwóch przesympatycznych Wietnamczyków - ojciec i syn - prowadzą sklep, w którym kupić można świeże, robione na ich zamówienie tofu. Po 3 złote za kostkę 300g. Brać nie pytać. Niestety nie ma wędzonego, ale jakość mi to wynagradza :) jest kremowe i pyszne. Z ostatniej kostki zrobiłam pastę na kanapki. Jest lekko słona i pikantna dzięki rukoli, bardzo sycąca (tofu zawiera dużo białka) i w połączeniu z pełnoziarnistym chlebem stanowi całkiem porządne śniadanie. Długo trwało moje przekonywanie się do tofu, ale w końcu do tego dorosłam - następne eksperymenty będą chyba deserowe ;)

pasta z rukolą i słonecznikiem

Składniki:

1 kostka tofu 300g
Dwie garście pikantnej rukoli
3 łyżki ziaren słonecznika
1 łyżka sosu sojowego
Pieprz

Koszt: ok. 6zł
Czas wykonania: 5 minut

Wykonanie:

Tofu kroimy w kostkę, wrzucamy do blendera, dodajemy umytą rukolę, blendujemy na gładko. Dodajemy słonecznik, sos sojowy, pieprz, blendujemy chwilę (ja lubię jak zostaje trochę chrupiącego w zębach słonecznika). W razie potrzeby - dodajemy jeszcze sosu sojowego/pieprzu.

Zajadamy na kanapce, opcjonalnie dodatkowo posypane słonecznikiem.

Tak sobie myślę, że jako pesto do makaronu też by się mogło sprawdzić.


pasta z rukolą i słonecznikiem

pasta z rukolą i słonecznikiem


Nie byłam ostatnio zbyt aktywna, wiem. Ale za to od teraz bloga prowadzić będzie magister psychologii Rynn :)))

wtorek, 19 marca 2013

Chleb z ziemniakami na zakwasie żytnim

chleb zakwas ziemniaki


Dawno, dawno temu, gdy zaczynałam moją przygodę z pieczeniem na zakwasie, od znajomej dostałam przepis na chleb z ziemniakami. Na początku mocno mnie dziwił, ale bardzo przypadł mi do gustu, więc teraz, gdy powróciłam do zakwasowania, od razu poszukałam przepisu z ziemniakami. Wiem, że wydaje się to trochę dziwne, ale ziemniaków zupełnie w chlebie nie czuć, naprawdę. Sprawiają za to, że chleb jest miękki ok. tygodnia (przechowuję zawinięty w ściereczkę kuchenną) i pachnie tak...domowo, starodawnie. Kojarzy mi się z dzieciństwem.

Ciasto jest elastyczne, miękkie i dobrze się wyrabia, co dla mnie jest ważne. Nie ma zbyt dużo mąki razowej, co też ułatwia sprawę. Wzięłam ten chleb na mój kolejny pierwszy raz z zakwasem, i nie zawiodłam się - wyszedł pyszny, ładnie rósł, dobrze się kroił i jadł :)

Przepis zaczerpnęłam od Alicji, ale zrezygnowałam z drożdży i kminku które w oryginalnym przepisie były. Przez to chleb wyrasta dłużej (tj. przez brak drożdży, kminek jest mu raczej obojętny ;)) ale za to jest w całości na zakwasie, no a o to chodzi.

chleb ziemniaki zakwas


Składniki:

225g ugotowanych i zmielonych ziemniaków
2 łyżki masła
115g aktywnego zakwasu żytniego razowego
100g wody z gotowania ziemniaków
350g białej pszennej maki chlebowej (użyłam typu 650)
2 łyżeczki soli
Koszt: 3-5zł
Czas wykonania: kilka godzin

Wykonanie:

12-14h wcześniej dokarmiamy zakwas, tj. dwie łyżki zakwasu mieszamy z wodą i mąką w takiej ilości, aby otrzymać 115g i konsystencję gęstej śmietany. Zakwas jest najlepszy wtedy, kiedy wyrośnie i lekko opadnie. 

Ziemniaki mieszamy dokładnie z miękkim masłem. W misce mieszamy zakwas z wodą, mąką i solą. Dodajemy ziemniaki, i zagniatamy elastyczną, miękką kulkę. Być może będziemy potrzebowali nieco więcej wody lub mąki - wszystko zależy od tego jakich używamy ziemniaków i jak "mokry" był nasz zakwas. Dodajcie jednego lub drugiego w miarę potrzeby, ciasto powinno być miękkie, nie powinno mocno kleić się do rąk, kula położona na blacie zachowuje swoją formę, nie rozpływa się na boki, ale jednocześnie ciasto nie powinno być twarde i sztywne, bo chleb będzie zbyt zbity.

Porządnie zagniecioną kulkę wkładamy do miski, przykrywamy folią do żywności i odstawiamy w ciepłe miejsce. Zakwas potrzebuje sporo czasu żeby "przerobić" chleb - u mnie wyrastania trwają ok. 2-3 godzin. Zostawiam ciasto na tyle, żeby podwoiło swoją objętość - nie patrzę na zegarek aż tak bardzo, i wam też to polecam. Jeżeli chleb rośnie ekstremalnie wolno, to postawcie go przy kaloryferze lub wstawcie do lekko nagrzanego piekarnika (tak do ok. 35-40 stopni, nagrzewamy i wyłączamy, zamykamy). 

Po tym czasie ciasto wyjmuję, zagniatam jeszcze raz, formuję kuleczkę. Złączeniem do góry wkładamy tak przygotowany chleb do miski lub koszyczka, miskę smarujemy oliwą, koszyczek wysypujemy mąką. Przykrywamy i odstawiamy do drugiego wyrośnięcia, znów do podwojenia objętości.

Piekarnik nagrzewamy do 230 stopni, z blachą w środku. Wyrośnięty chleb "wyrzucamy" szybko na blachę (szybko, żeby nam się piekarnik nie wystudził), nacinamy ostrym nożem lub żyletką (mój ulubiony sposób), zamykamy piekarnik. Możemy dodatkowo piekarnik "naparować" - wstawić do środka blaszkę z wodą, lub spryskiwaczem popsikać ścianki, to sprawi, że chleb będzie lepiej rósł a skórka będzie bardziej chrupiąca. Pieczemy 10 min w 230 stopniach a następnie 20-30 min w 200 stopniach (zmniejszamy temperaturę), aż chleb wyrośnie i zezłoci się. Gotowy chleb postukany od spodu wydaje głuchy odgłos. Studzimy najlepiej na kratce, żeby chleb mógł równomiernie wystygnąć. Smacznego!

chleb ziemniaki zakwas

wtorek, 5 marca 2013

Pszenne razowe bułeczki na zakwasie

pszenne bułki na zakwasie


Yes yes yes! W końcu zakwasowy wypiek, z którego jestem w 100% zadowolona :) no, może w 99%...ale to i tak jakieś 70% lepiej niż zazwyczaj :) do zakwasu miałam już kilka podejść, zazwyczaj robiłam chleby, którymi zachwycała się co prawda rodzina uwielbiająca tradycyjne wypieki, ale ja tam wiedziałam, że nie jest to porządny chleb - wychodził często zbyt zbity i ciężki, nie chciał wyrastać, rozlewał się w piekarniku, no nic czym by się można pochwalić.

Ale dyskusja pod moimi ostatnimi pieczywowymi postami natchnęła mnie wolą walki - postanowiłam zrobić jeszcze jedno podejście. Ponieważ mój ostatni zakwas umarł śmiercią głodową w lodówce, a nikt z okolicy nie miał żadnego zbyt żywotnego, to postanowiłam zamówić zakwas z allegro - eksperymentalnie. Koszt niski, bo 4zł + przesyłka drugie tyle, a zgodnie z obietnicą na aukcji otrzymujemy dobry, dojrzały, trzyletni chyba zakwas. Jak wiadomo - im zakwas starszy, tym silniejszy.

Zamówiłam więc pełnoziarnisty zakwas żytni który przyszedł szybciutko, i zaraz następnego dnia wzięłam się do eksperymentowania. A w zasadzie następnego wieczora, bo ciasto na zakwas trzeba odpowiednio wcześniej dokarmić. Wstawiłam więc zakwas wieczorem, a rano zachwycona odkryłam, że urósł jak szalony - moje poprzednie zakwasy nigdy tak ładnie nie spulchniały mi ciasta! Więc jest jednak coś w tym, że zakwas to większość sukcesu...

Z nadzieją zabrałam się więc do robienia bułek, mocno ryzykownie zmieniając w zasadzie cały znaleziony przepis na swoją modłę - wywaliłam drożdże, zmieniłam mąkę na cięższą, podwoiłam ilość nasion...jakież było więc moje zaskoczenie, gdy wszystko się udało :)) następny krok to chleb - trzymajcie kciuki. A tymczasem - dzielę się z wami niezawodnym przepisem na bułki na zakwasie bez drożdży.

pszenne bułki na zakwasie


Składniki:

150g dokarmionego 12h wcześniej zakwasu żytniego
300g pełnoziarnistej mąki pszennej
100g mąki pszennej typ 650
240g ciepłej wody
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka soli
2 łyżki oleju lub oliwy
2 łyżki pestek słonecznika
2 łyżki siemienia lnianego
Mleko do posmarowania

Czas wykonania: 3-5h, zależy od mocy zakwasu
Koszt: 3zł

Wykonanie:

Zakwas dokarmiamy 10-14h wcześniej - powinien być konsystencji gęstej śmietany, przetrawić całą mąkę (czyli mocno wybąbelkować) i lekko opaść - wtedy jest gotowy. 150g takiego zakwasu wkładamy do miski. Dodajemy mąkę wymieszaną z solą, płynny miód (jeżeli jest skrystalizowany to można go rozpuścić w ciepłej wodzie lub podgrzać w mikrofalówce), olej, pestki, i powoli wlewamy wodę mieszając ciasto łyżką. Po wlaniu 200g wody zaczynamy zagniatać ciasto ręcznie. Jeżeli nie lepi się mocno, to dodajemy wody. Jeżeli lepi się za bardzo - dosypujemy mąki. Ciasto powinno być zwarte i nie rozlewać się na boki, prawie jak drożdżowe. Moje stworzyło zwartą kulkę. Wyrabiamy ciasto ok. 5-7 minut, po czym wkładamy je do miski lekko posmarowanej oliwą i przykrywamy folią lub wilgotną ściereczką. Odstawiamy je w ciepłe miejsce aż podwoi objętość - to może zająć od godziny aż do 2,5-3, bo zależy to od mocy zakwasu. Bez drożdży ciasto wyrasta dłużej, ale jest smaczniejsze :)

Po tym czasie ciasto wyjmujemy, zagniatamy krótko i dzielimy na 8 części. Formujemy kuleczki, układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia i przykrywamy wilgotną ściereczką. Dajemy im wyrosnąć jeszcze 20-40 minut, znów - w zależności od mocy zakwasu. Moje wyrastały trochę za krótko, widać więc, że popękały trochę za mocno w piekarniku, ale to nic :)

Po tym czasie smarujemy je obficie mlekiem, nacinamy je lekko nożem lub żyletką i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 240 stopni. Na początku pieczenia chlapiemy lekko wodą na ścianki piekarnika żeby wytworzyć parę. Pieczemy 10-15 minut, aż urosną i zarumienią się ślicznie.


pszenne bułki na zakwasie


środa, 20 czerwca 2012

Owsianka z jagodami


Jagody, jagody! Na bazarkach można już kupić małe kubeczki z jagodami, ale co lepsze, przy drogach stoją już pracowici zbieracze ze świeżo zerwanymi, fioletowymi kuleczkami w litrowych słoikach. Strasznie za nimi tęskniłam! Są jeszcze dość drogie, ale nie mogłam się powstrzymać. Całkiem objadłam się już owsianki z truskawkami, która była moim hitem przez ostatnie dwa tygodnie, czas na zmianę.

Sama owsianka jest śniadaniem zdrowym, sycącym i pysznym. Wielość składników jakie można do niej wmieszać sprawia, że nigdy się nie znudzi. Z kolei dla mnie znaczącą zaletą jest to, że mogę do niej wrzucić różne słodkości i nie mieć wyrzutów sumienia, bo przecież to śniadanie - spalę! ;)

Chociaż owsianki jem od dawna to nigdy nie uważałam ich wartych wrzucenia na bloga. Ale skoro pojawiły się sezonowe owoce, to może jednak posłuży to przynajmniej komuś jako inspiracja, tak jak mnie służą w ten sposób przepisy na innych blogach :) Przy okazji, dla owsiankożerców - polecam niedawno założonego bloga znajomej, Elinowy Podziomnik, na którym znajdziecie sporo śniadaniowych inspiracji. 

Składniki:

4 łyżki płatków owsianych (używam błyskawicznych, lubię ich ciapratość)
Mleka tyle, żeby zakryło płatki
3/4 łyżki cukru
3/4 łyżki siemienia lnianego (fajnie chrupie, a przy okazji dobrze robi na żołądek, ułatwiając trawienie!)
Dużo, dużo jagód, do smaku :)

Koszt: 4-6zł
Czas wykonania: 10 min

Wykonanie:


Do garnuszka wrzucamy płatki owsiane i siemię, zalewamy mlekiem. Włączamy na mały ogień, czekamy aż mleko się zagrzeje a płatki spuchną. Dosypujemy cukru, mieszamy, aż owsianka osiągnie ulubioną konsystencję. Jeżeli jest za gęsta możemy dolać mleka, jeżeli za rzadka - płatków, i jeszcze trochę pogotować. Na końcu dosypujemy jagody, i chwilkę czekamy, aż się ogrzeją. Wylewamy owsiankę na talerzyki. Nie zapomnijcie zalać garnka od razu wodą - zaschnięta owsianka ciężko się usuwa, o czym notorycznie zapominam ;)

Jeżeli lubicie, to możecie rozgnieć część jagód - wtedy sama owsianka zrobi się bardziej jagodowa. Ale ja lubię, jak jagody pękają mi w zębach, mmm~

I pojawiła się kolejna etykieta - z przepisami śniadaniowymi.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...