Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obiadowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obiadowe. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Kanie smażone w piwnej tempurze


Po raz pierwszy od dziecka wybrałam się ostatnio ze znajomą na grzyby. Zapomniałam już, jakie to fajne! Mimo, że nie szło nam brawurowo, to nazbierałyśmy koszyczek grzybów - większość z tych mniejszych była co prawda robaczywa (chociaż zostało trochę na risotto!), ale utrafiłyśmy też 4 piękne kanie. Nie miałam ochoty na klasyczne, smażone kanie, wymyśliłam sobie, że chciałabym je zjeść w niedużych kawałkach. Wyszukałam przepis na piwne ciasto i przyrządziłam je w taki sposób. Wyszły absolutnie przepyszne - chrupiące z zewnątrz, rozpływające się w środku. Jeżeli lubicie kanie, to bardzo polecam ten przepis :)



Składniki:

4 duże kapelusze kani
Olej, wystarczająco dużo, żeby zanurzyć kawałki kani
Sól, pieprz

1 jajko
1/2 szklanki jasnego piwa
3/4 szklanki mąki (użyłam pełnoziarnistej Lubelli)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
Sól, pieprz

 Jogurt naturalny (mały kubek)
Sól, pieprz
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka zielonego pesto

 Koszt: 3-4zł, 10-12, jeżeli kupujecie kanie
 Czas wykonania: 30 minut


Wykonanie:

Wszystkie składniki na ciasto mieszamy. Powinno być gładkie, lejące, rzadsze, niż na naleśniki. Powinno oblepiać kanie, a nadmiar ma spłynąć. Jeżeli wyjdzie wam nieco gęstsze, to możecie je po prostu rozrzedzić, albo mieć kanie w grubszym cieście. Kanie kroimy w szóstki, lub w jeszcze mniejsze kawałki, jeżeli są wyjątkowo duże. Od spodu oprószamy delikatnie pieprzem i solą.

Kawałki kani zanurzamy w cieście i smażymy w garnuszku pełnym wrzącego oleju. Kanie, wrzucone do oleju, powinny natychmiast syczeć i wypływać na powierzchnię. Smażymy po jednej stronie aż nie będą złote, przewracamy na drugą i znów smażymy chwilkę. Wyjmujemy na talerz wyłożony papierem, który odsączy nadmiar tłuszczu.

Podałam je z sosem czosnkowym z pesto, składniki wystarczy wymieszać - czosnek przecisnąć przez praskę lub drobno posiekać.

Najlepsze są jeszcze gorące i chrupiące, później ciasto robi się miękkie. W takim wydaniu też mi smakują - przypominają trochę kotlety sojowe :)



poniedziałek, 18 stycznia 2016

Żeberka pieczone w miodzie z limonką i chilli


pieczone żeberka

Od jakiegoś czasu chodziły za mną żeberka, a dziś spotkałam w sklepie wyjątkowo mięsne i kuszące. Znalazłam u Marty przepis, który wyglądał bosko, więc dokonałam niewielkich modyfikacji i przystąpiłam do dzieła. Żeberka są rewelacyjne - słodko-ostre, z cytrusową nutą. Pomarańczy w zasadzie nie czuć. Z zewnątrz lekko chrupiące, w środku miękkie i odchodzące od kości.

Fanom żeberek - polecam!

Składniki:

1-1,5kg mięsnych żeberek, pociętych na 1-2 kosteczkowe kawałki
1 zielone habanero (lub inna ostra papryczka)
sok z 1 limonki
sok z 1/2 pomarańczy
4 łyżki płynnego miodu
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżka ostrego sosu chilli
3 ząbki czosnku
sól
pieprz

Koszt: 20zł
Czas wykonania: 4-5h (włącznie z leżakowaniem w marynacie)

pieczone żeberka



Wykonanie:


Wymieszać płynny miód (podgrzać, jeżeli jest stałej konsystencji), sos sojowy, sos chilli, czosnek przeciśnięty przez praskę, drobno posiekaną papryczkę włącznie z pestkami, sok wyciśnięty z limonki i połowy pomarańczy, pieprz. Solą obsypać żeberka, po czym w misce zalać je marynatą i dokładnie wymieszać. Wsadzić do lodówki na 2h.

Piecz żeberka w naczyniu żaroodpornym, przykrytym folią aluminiową (lub pokrywką, jeżeli jest - ja nie miałam :)), w 180 stopniach przez ok. godzinę. Po tym czasie zdejmij folię i piecz dalej w 160 stopniach. Z żeberek wytopi się dużo tłuszczu i płynu - smarujemy nim żeberka co ok. 10 minut, 2-3 razy. Po tym czasie wylewamy większość sosu, zostawiając na dnie tylko kilka milimetrów. Pieczemy w 150 stopniach 15-20 minut, smarując resztką płynu, odwracając żeberka co kilka minut, żeby się równo przypiekły.

Ostatni krok można pominąć, jeżeli satysfakcjonują nas żeberka przypieczone tylko od góry :)

pieczone żeberka


wtorek, 18 sierpnia 2015

Spring rolls z tofu, mango i awokado

spring rollsy z awokado

spring rollsy z awokado


Spring rollsy to takie sajgonki, ale bez pieczenia czy smażenia. Można w nie zawinąć dowolne składniki i stworzyć lekką przekąskę pełną ulubionych warzyw i innych dodatków. Z tofu, maczane w słodko-pikantnym sosie, są też całkiem sycącym obiadem na zimno - idealnym, gdy nie mamy możliwości odgrzewania albo chcemy zjeść w biegu.

Do przepisu można wykorzystać wędzone albo marynowane tofu, można też kupić zwykłe tofu i zamarynować je samodzielnie. Ja poszłam na łatwiznę - bardzo smakuje mi marynowane tofu firmy polsoja. Jeżeli znacie jakieś inne, warte polecenia, dajcie znać :)

spring rollsy z awokado

Składniki na ok. 15 rollsów:

Składniki:

15 arkuszy papieru ryżowego
1 kostka tofu marynowanego
1 awokado
1 mango
1 paczka makaronu ryżowego typu nitki, 250g
1l bulionu
1 marchewka
1 paczka kiełków słonecznika

Słodko-ostry sos do maczania

Czas przygotowania: 30-40min
Koszt: ok. 20zł

Wykonanie:


Makaron ryżowy zalewamy gorącym bulionem, odstawiamy na ok. 5 minut po czym odsączamy.

Tofu kroimy w słupki, podobnie awokado i mango, marchewkę obieraczką do warzyw strugamy w długie, cienkie paski, które kroimy na pół. Można też po prostu pociąć na cieniutkie, dłuższe słupki.

Szykujemy duży talerz, płaski, ale najlepiej z wyższymi brzegami, tak, żeby nalać do niego ok. 0,5cm wody do maczania papieru ryżowego.

Wszystkie składniki układamy w zasięgu ręki, żeby móc wygodnie i szybko zwijać.

Papier ryżowy wkładamy na ok. 10 sekund do wody, po czym wyjmujemy i strząsamy nadmiar wody. Układamy arkusz papieru na desce, u dołu układamy składniki, każdego po trochu. Zawijamy zewnętrzne "skrzydełka" papieru do środka, po czym zwijamy od dołu, jak gołąbka.

spring rollsy z awokadospring rollsy z awokadospring rollsy z awokado


Rollsy można przechowywać w lodówce, na następny dzień wciąż będą ok. Gdyby papier ryżowy wysechł wystarczy go spryskać delikatnie wodą.

spring rollsy z awokado

poniedziałek, 18 maja 2015

Bułeczki baozi z mięsnym nadzieniem

baozi z nadzieniem przepis

Bułeczki baozi wywodzą się z kuchni chińskiej. Mają zróżnicowane nadzienie, często resztkowe, są gotowane na parze i są popularnym (i pysznym!) streetfoodem. Nigdy nie jadłam prawdziwych baozi, ale zawsze ciekawiło mnie ciasto wykorzystywane do robienia ich - używa się jednocześnie drożdży i proszku do pieczenia. Ciasto jest przez to wyjątkowo mięciutkie i puchate, ale nie do końca tak, jak bułki na parze.

Bułeczki są pracochłonne, trochę trwa wykonanie ciasta, sam farsz też się chwilę tworzy, a później składanie i parowanie. Ale zdecydowanie warto. Bułeczek wychodzi bardzo dużo, można je po uparowaniu zamrozić i później odmrozić na parze, są sycące i świetne też na zimno.

Podaję dwie wersje farszu - pierwszą, bardziej resztkową, i drugą, moim zdaniem najlepszą.

baozi z nadzieniem przepis
Bułeczki przed parowaniem


Przepis na ciasto:

20g świeżych drożdży
500g mąki
1 szklanka wody (250ml)
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
50g cukru
2 łyżki oleju

^w oryginalnym przepisie nie ma soli w cieście, bo się toto macza później i tak w sosie sojowym. Jeżeli ktoś woli mieć ciasto słone, to można dodać 1 łyżeczkę soli.

Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie, dosypujemy cukru, proszku, oleju, mieszamy. Dodajemy całą mąkę, mieszamy łyżką najpierw, później zagniatamy. Raczej nie dosypywać mąki, powinno być tak akurat. Ciasto ma być elastyczne, nie kleić się do rąk - trochę miększe niż na pierogi. Odstawiamy do miski na godzinę albo na tak długo, aż podwoi objętość. Po wyrośnięciu zagniatamy chwilkę, tylko do odgazowania.

Farsz numer 1:

2 duże nogi z kurczaka, ugotowane w bulionie i obrane z mięsa
Mała kapusta pekińska, albo pół dużej.
2 średnie papryczki chili
3 ząbki czosnku
pieprz 1 łyżeczka
sól 1 łyżeczka (ja nie dawałam soli tylko ze trzy łyżki sosu sojowego)
Grzyby mun, suszone (można ewentualnie zastąpić pieczarkami)
1 gotowana marchewka duża (użyłam pozostałości z rosołu)
Ze trzy-cztery łyżki wody, żeby farsz był bardziej mokry


Mięso doprawiamy pieprzem i solą, siekamy drobno. Z kapusty wykorzystujemy tylko tę białą, chrupiącą część, kroimy drobno. Grzyby suszone zalewamy wrzątkiem, jak nasiąkną to, uwaga, kroimy drobno. Jeżeli używamy pieczarek, to można je posiekać i trochę podsmażyć i wtedy dodać do farszu. Marchewkę, dla odmiany, siekamy drobno i dodajemy. Chili tak samo. Czosnek przeciskamy przez praskę. Dodajemy sosu sojowego/soli, pieprzu, mieszamy wszystko, próbujemy. Dodajemy więcej soli/chili/czegotamchcemy.


Farsz numer 2:

1 por (biała część)
1 marchewka
250g mięsa mielonego z indyka
250g mięsa mielonego wieprzowego
Pół niedużej kapusty pekińskiej
Pieprz, sól
Chili w płatkach
Ostry, indyjski sos chili, 2 łyżeczki

Mięso podsmażamy na niedużej ilości oleju, doprawiając pieprzem i solą. Dodajemy startą na tarce marchewkę, posiekaną w krążki białą część pora i posiekaną w paseczki białą część kapusty pekińskiej. Mieszamy z chili w płatkach i sosem chilli, podduszamy pod przykryciem kilkanaście minut, aż mięso będzie ugotowane, a warzywa lekko zmiękną. Ostrość regulujemy według osobistych preferencji - sami zdecydujcie, czy wolicie bardziej pikantne czy mniej.

Wykonanie:


Urywamy kawałek ciasta, tak wielkości małej mandarynki (na dużą bułę, na mniejszą - tak dużego orzecha włoskiego). Wałkujemy na płasko, tak jak na pierogi mniej więcej. Najlepiej robić to bez mąki, bo wtedy się łatwiej skleja bułeczki.

Nakładamy kopiasto farszu, na małą bułeczkę dwie kopiaste łyżeczki, na dużą - kopiastą łyżkę. Zawijamy. Ciężko jest mi to wyjaśnić, zwłaszcza, że rzadko kiedy mi to w ogóle wychodzi ;) znalazłam taki tutorial, nigdy jeszcze mi się tak nie udało, ale może wam się uda?

http://www.chinasichuanfood.com/wp-content/uploads/2014/01/how-to-fold-baozi.jpg

Nakładamy na pocięte w kwadraciki kawałki papieru do pieczenia i całość układamy w parowniku. Parujemy ok. 5 minut, aż bułeczki się napuszą a nadzienie w środku będzie gorące. Podajemy z sosem sojowym.

Czas wykonania: ok. 2h
Koszt: ciężko oszacować, zależy od użytych składników. Podejrzewam, że całość może się zamknąć w 15-20zł za potężną porcję.

baozi z nadzieniem przepis
A tu już uparowane

środa, 6 maja 2015

Razowe naleśniki ze szpinakiem, kurczakiem i ciecierzycą


Po pierwsze - krewnym i znajomym królika dziękuję za ciągłe marudzenie nad uchem, że mam reaktywować bloga ;)

Po drugie - po raz niewiemktóry w moim życiu melduję się z nowego mieszkania, nowej kuchni i nowego stanu umysłu, związanego z tym, że nikt mi już nie marudzi nad uchem, że szpinak jest fe i mam robić tylko kurczaka z ziemniakami.W kółko.

Po trzecie - razowe naleśniki ze szpinakiem, kurczakiem, ciecierzycą i różnymi innymi dobrociami. Pyszne i diablo sycące - dwa w zupełności wystarczają na sycący posiłek.


Składniki:


Na naleśniki:

1 jajko
Mleko
Woda
Mąka pełnoziarnista (użyłam mieszanki 3 mąk pełnoziarnistych Lubelli)
Sól
Olej

Na farsz:

1 pierś z kurczaka
450g mrożonego szpinaku
1 szklanka ugotowanej soczewicy (może być z puszki)
4 suszone pomidory (mogą być z oleju)
40g parmezanu
Sól, pieprz, zioła prowansalskie
4 łyżki jogurtu greckiego
Camembert na wierzch

Czas wykonania: 1,5h
Koszt: ok. 14-17zł

Wykonanie:

Smażymy naleśniki, niestety - proporcji z mojej strony brak, sławetne "na oko". Naleśniki powinny być cienkie i elastyczne.

Szpinak rozmrażamy, podsmażamy na patelni aż woda odparuje. Dodajemy sól, pieprz, zioła prowansalskie, tarty na bardzo drobno parmezan, soczewicę, jogurt grecki i wszystko dokładnie mieszamy, aż powstanie dość gęsta papka.

Kurczaka kroimy w bardzo drobną kosteczkę, posypujemy pieprzem, solą, ziołami prowansalskimi. Krótko smażymy na patelni, na odrobinie oleju, aż będzie usmażony, ale wciąż soczysty. Mieszamy go z masą szpinakową. Całość przesmażamy jeszcze chwilę, aż do podgrzania i połączenia smaków.

Naleśniki zwijamy w kwadratowe kopertki, nakładając do środka ok. 1,5 łyżki farszu. Zapiekamy chwilę w piekarniku aż do roztopienia kawałka camemberta, którego kładziemy na wierzchu.

Z podanej porcji wyszło mi 8 nafaszerowanych naleśników + sporo naleśników luzaków, które skończą śniadaniowo ;)

niedziela, 5 października 2014

Onigiri - kulki ryżowe

onigiri kulki ryżowe

onigiri kulki ryżowe


Na akcję Wspólne gotowanie z Formułą organizowaną przez Red and Pale jakoś nigdy nie mogę zdążyć. Nawet dziś dodaję przepis ostatnim rzutem na taśmę ;) Ale jest, to się liczy :)

Tradycyjne onigiri w Japonii traktowane są jak kanapki. To po prostu ryżowa kulka z nadzieniem, praktycznie dowolnym, zawinięta w kawałek wodorostu nori. Częsty "bohater" w mangach i anime, w zasadzie jest już kultowy wśród osób, które znają i lubią temat ;) mogą być okrągłe, podłużne albo, jak moje, trójkątne. Formuje się je w dłoniach lub specjalnych foremkach. Bardziej kreatywne, japońskie mamusie przyozdabiają onigiri swoich pociech wycinanymi z nori kształtami - mogą to być buźki, gwiazdki czy inne formy, które onigiri nadają konkretny kształt czy upodabniają je do zwierzątka, na przykład tak:

(niestety nie znam autora zdjęcia)


Wciąż szukam pomysłów na proste dania które mogę ze sobą zabrać do pracy i zjeść albo odgrzane w mikrofalówce, albo na zimno. Japońskie onigiri rewelacyjnie się do tego nadają. Są przepyszne, szybkie w przygotowaniu (poza gotowaniem i studzeniem ryżu, oczywiście) i sycące, więc jako obiad w pracy sprawdzą się genialnie.

Przepis na onigiri jest bardzo prosty. Najlepiej użyć do niego ryżu do sushi, ze względu na to, że dużo lepiej się klei.

onigiri kulki ryżowe


Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi
Sól
Ocet ryżowy
Cukier
Sos sojowy

1 puszka tuńczyka w kawałkach
1 łyżka sezamu
1 pęczek szczypiorku

1 płat nori


Koszt: 10zł
Czas przygotowania: 1,5h, ale z tego 1h to czas oczekiwania na zupełne wystudzenie ryżu.

Ryż płuczemy pod dużą ilością bieżącej wody, po czym zostawiamy do namoczenia na 20 minut. Namoczony ryż mieszamy, odcedzamy. Zalewamy szklanką zimnej wody, lekko solimy, wstawiamy na kuchenkę. Doprowadzamy do zagotowania, pod przykrywką, po czym zmniejszamy ogień i pozwalamy ryżowi się gotować - nie mieszamy. Po 10-12 minutach, gdy ryż wchłonie wodę, ściągamy go z ognia i, wciąż pod przykrywką, zostawiamy na kolejnych 10 minut.

Mieszamy zalewę do sushi - 1 łyżkę octu, 1,5 łyżeczki cukru, 1 łyżkę sosu sojowego. Zalewamy nią ryż, delikatnie mieszamy, odstawiamy do ostudzenia.

Siekamy szczypiorek, mieszamy dokładnie z odsączonym lekko tuńczykiem i sezamem.

Nori kroimy w odpowiednie kawałki - zazwyczaj nori do sushi jest lekko ponacinane, więc można je wzdłuż tych perforacji rozerwać, można też po prostu uciąć nożem (czy nawet nożyczkami) pożądane prostokąciki.

Garść ryżu spłaszczamy na dłoni, nakładamy kopiastą łyżeczkę farszu. Rękami zaklejamy ryż wokół farszu, formujemy trójkącik. Owijamy nori. Onigiri można jeść od razu lub "na wynos" :)

onigiri kulki ryżowe

sobota, 26 lipca 2014

Kotleciki jagnięce z groszkiem cukrowym

kotleciki jagnięce smażone

Do czego to doszło, żeby mi było wstyd się pojawiać na własnym blogu.

Zamiast wymówek powiem, że wciąż gotuję, wciąż jem, wciąż sprawia mi przyjemność przebywanie w kuchni. Podjęcie pracy na etat uświadomiło mi, jak bardzo pojemny jest dzień. I że dysponuję tylko kilkoma godzinami dla siebie po tym, jak wrócę do domu o 17.30. I część z tych godzin muszę jeszcze przeznaczyć na przyszykowanie sobie jedzenia na kolejny dzień. Huh.

Co ciekawe, w pracy trafiłam na zespół prześwietnych dziewczyn które miłują jedzenie i często przewija się ten temat w rozmowach. Same też często gotują, nierzadko inspirując mnie zawartością swoich pudełek z jedzeniem. Aż przyjemnie chodzić jeść obiad z takim towarzystwem - miła odmiana w porównaniu z poprzednią pracą, gdzie obiad ugotowany poprzedniego dnia witany był uniesieniem brwi, a odmowa wspólnego zamówienia jedzenia z chińczyka oznaczała wykluczenie towarzyskie.

Czasami pojawia się też temat tego co i gdzie można kupić, przewinął się więc również tydzień grecki w Lidlu. We mnie największy entuzjazm wzbudziły kotleciki z jagnięciny, która w Polsce wciąż jest dość droga. A szkoda, bo mięso jest pyszne - kruche, wymaga tylko chwili przygotowania, w smaku jest bardzo oryginalne.

Składniki:

4 kotleciki jagnięce
Oliwa z oliwek
Ząbek czosnku
Sól
Biały pieprz
2 łyżeczki tymianku
2 łyżeczki estragonu

Paczka groszku cukrowego

Koszt: 20-25zł
Czas wykonania: 30 minut

Wykonanie:

Oliwę mieszamy z przyprawami, nacieramy kotleciki jagnięce i odstawiamy na minimum 15 minut. Groszek obieramy z twardego łyka (jeżeli posiada).

Mocno rozgrzewamy patelnię, układamy na niej kotleciki. Smażymy ok. 4-5 minut z każdej strony, następnie kotleciki odwracamy "skórką" do patelni i smażymy jeszcze chwilę, pionowo, żeby zesmażyć tłuszcz.

Kotleciki zdejmujemy, układamy na talerzu, przykrywamy folią aluminiową. Zostawiamy na 15 minut żeby odpoczęły. W tym czasie myjemy groszek, smażymy na patelni lekko skropionej oliwą, posypując odrobiną soli, aż lekko zmięknie, ale wciąż będzie chrupiący.

Smacznego!

kotleciki jagnięce smażone

niedziela, 15 czerwca 2014

Faszerowana dynia piżmowa

dynia piżmowa faszerowana pieczona


Od czasu do czasu nachodzą nas dziwne potrzeby. Jak, na przykład, absolutna konieczność zakupu kleju o godzinie 24. Nie pytajcie czemu, ja nawet nie pamiętam, ale bardzo mieliśmy ochotę na wycieczkę o 24, więc pojechaliśmy do całodobowego Tesco. I tam moje serce skradła nieduża, piękna dynia piżmowa - kompletnie nie w sezonie, zupełnie bez powodu (nie przepadam za zwykłą dynią), ale wołała do mnie, więc wylądowała w koszyku. Byłam ciekawa tego butternut squasha, który non-stop pojawia się w amerykańskich kulinarnych show.

Ale kompletnie nie miałam na niego pomysłu.

Więc dynia sobie z nami mieszkała. Nie wiedzieć czemu P. uparł się, że to nie dynia, tylko tykwa. I zaczął mi ją przynosić do łóżka. Regularnie zasypiałam z P., budziłam się z "tykwą" na poduszce. I żebyście nie myśleli, że żartuję...

dynia piżmowa faszerowana pieczona

No ale P. wyjechał, mogłam sobie pozwolić na eksperymenty kulinarne bez marudzenia, radosny czas spędzony z dynią-tykwą dobiegł końca. Zdecydowałam się więc na faszerowanego, podwójnie pieczonego squasha i to była bardzo, bardzo dobra decyzja! Zaczęłam żałować, że Tesco jest tak daleko i pewnie nie będzie w nim już tych pyszności. Ale w sezonie zamierzam się zaopatrzyć w większą ich ilość, bo to było absolutnie przepyszne.


dynia piżmowa faszerowana pieczona

Chociaż danie wymaga nieco pracy i cierpliwości, to jest tego warte. Jedna dynia spokojnie wystarczy na dwie osoby.

Składniki:

1 dynia piżmowa
200g boczku
1 szklanka kaszy quinoa
2 szklanki bulionu warzywnego
1 cebula średniej wielkości
Sól, pieprz
50-100g twardego, pikantnego sera do zapieczenia
Oliwa z oliwek

Czas wykonania: 1,5h
Koszt: 10-13zł

Wykonanie:

Dynię piżmową ostrym nożem przekrawamy na pół. Wszystkie przepisy w których o tym czytałam pisały, że jest to bardzo trudne, trzeba najpierw zrobić szczelinę w dyni a następnie przebić się przez nią ostukując nóż młotkiem (sic!) ale okazało się, że kroi się ją całkiem zwyczajnie - ostry nóż wystarcza w zupełności. Po wyjęciu pestek z gniazda nasiennego dynię nacinamy w kratkę, niezbyt głęboko, żeby nie przeciąć skórki. Spryskujemy/smarujemy ją oliwą z oliwek a następnie oprószamy solą i pieprzem.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez ok. 30-50 minut (w zależności od dyni), aż widelec wbity w dynię będzie wchodził bardzo łatwo.

W trakcie kiedy dynia się piecze szykujemy kaszę. Na sitku z małymi oczkami lub w garnku płuczemy kaszę dużą ilością wody pozbywając się wypływających na wierzch zanieczyszczeń. Następnie w rondelku z grubym dnem rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek. Wrzucamy odsączoną kaszę i prażymy ją, ciągle mieszając, aż woda odparuje a kasza zacznie lekko pachnieć. Zalewamy całość bulionem i przykrywamy. Dosalamy, jeżeli bulion nie był słony. Gotujemy ok. 15 minut aż quinoa wchłonie bulion po czym zdejmujemy z ognia i odstawiamy pod przykryciem na jeszcze 5 minut.

Na patelni smażymy boczek pokrojony w kosteczkę, następnie na tłuszczu z boczku podsmażamy posiekaną w kosteczkę cebulę. Dodajemy całość do gotowej quinoy.

Upieczone dynie wyjmujemy, studzimy krótko a następnie używając łyżki wydrążamy większość farszu, zostawiając go ok. 0,5-1cm z każdej strony, żeby dynia trzymała swój kształt. Dodajemy do quinoy z boczkiem i z cebulką, mieszamy bardzo dokładnie.

Do wydrążonych dyni nakładamy farszu "z górką" po czym posypujemy startym serem.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 15 minut, aż ser się stopi i całość będzie gorąca.

Smacznego!

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona
dynia piżmowa faszerowana pieczona

piątek, 28 marca 2014

Kopytka z białym serem

pierogi leniwe


Jak się u was na nie mówi? Kopytka czy pierogi leniwe? A może jeszcze inaczej? U mnie to zawsze były po prostu kopytka, byłam bardzo zdziwiona gdy się okazało, że na większości blogów kopytka funkcjonują jako ziemniaki plus mąką plus jajko, w dodatku zazwyczaj podawane jako dodatek do mięsa czy z sosem grzybowym.

Moja babcia i mama zwykły robić kopytka właśnie w ten sposób - z twarogiem, polane masłem i posypane cukrem. Uwielbiałam je! I nadal uwielbiam.

pierogi leniwe


Składniki:

800g ugotowanych, wystudzonych i zmielonych ziemniaków
100g mąki pszennej
100g mąki ziemniaczanej
1 jajko
200g twarogu, zmielonego razem z ziemniakami

Masło
Cukier
cynamon


Koszt: 5zł
Czas wykonania: 2h

Wykonanie:

Ziemniaki gotujemy, tłuczemy gdy jeszcze są gorące, czekamy aż wystygną. Mieszamy i mielimy z twarogiem, dodajemy mąki i jajko, zagniatamy elastyczne ciasto. Możemy podsypać jeszcze trochę mąką gdyby było bardzo klejące, ale zawsze będzie się trochę kleić.

Dzielimy ciasto na 4 części, podsypując mąką rolujemy w wałeczek, lekko spłaszczamy. Kroimy ukośnie mokrym nożem.

Wrzucamy na gotującą się, osoloną wodę, gotujemy aż do wypłynięcia i od tego czasu jeszcze 2 minuty.

Podajemy prosto z wody, polane roztopionym masłem, posypane cukrem i cynamonem.

Ugotowane kopytka można mrozić i przechowywać w lodówce, odsmażać na maśle do zrumienienia.

pierogi leniwe



pierogi leniwe



pierogi leniwe

sobota, 15 lutego 2014

Cepeliny z mięsem

kartacze z mięsem


Albo pyzy z mięsem, kartacze z mięsem, bardzo różnie się je nazywa. Ja je znam głównie jako cepeliny albo kartacze (które jednak powinny mieć kształt kuli, a nie wydłużonego...oscypka?).

Chociaż wymagają sporo pracy to warto poświęcić trochę czasu, można za to zrobić ich na zapas, bo ponoć jedyne, co jest lepsze od cepelinów, to odsmażane cepeliny :)

Jest to też kolejny przepis z serii "pomysł na mięso z rosołu". Rosół pojawia się u mnie dość często, a lubię go robić na sporej ilości mięsa, więc czuję się dobrą gospodynią jeżeli zostaje ono smacznie przetworzone ;)

Przepis na ciasto zaczerpnęłam od Smacznej Pyzy.

Składniki (na ok. 10 kartaczy)

1,5kg ziemniaków (waga po obraniu)
2-3 łyżki mąki ziemniaczanej
Sól, pieprz
Mięso z rosołu - u mnie nieduży kawałek mięsa wołowego, nóżka i dwa skrzydełka
Marchewka z rosołu
Cebula - 1 średnia sztuka + kolejna do podsmażenia i okraszenia


Czas wykonania: 2-2,5h
Koszt: 10zł

Wykonanie:

500g ziemniaków gotujemy w osolonej wodzie. Miękkie ugniatamy jak najdokładniej tłuczkiem i odstawiamy do wystygnięcia. 1kg ziemniaków ścieramy na tarce (lub w robocie kuchennym) na najdrobniejszych oczkach (tj. w sumie przecieramy). Masę ziemniaczaną odciskamy mocno na ścierce, odciśnięte ziemniaki odkładając do miski a odciśnięty płyn zostawiając do odstania. Następnie zlewamy wodę z góry, na dole powinien zostać osad, "krochmal". Ten krochmal dolewamy do ziemniaków. Dodajemy 1-2 łyżki mąki pszennej i zagniatamy ciasto z dodatkiem soli (ok. 1 łyżeczki) i pieprzu (do smaku).

Mięso mielimy z marchewką, dodajemy posiekaną cebulę, doprawiamy solą i pieprzem do smaku.

Z ciasta formujemy spore placki, wielkości dłoni, faszerujemy zmielonym mięsem. Zlepiamy w kształt wydłużonych klusek. Jest to łatwiejsze jeżeli mamy czyste i zwilżone wodą dłonie :)

W dużym garnku gotujemy osoloną wodę, cepeliny gotujemy po 2-3 sztuki aż wypłyną i od tego momentu jeszcze ok. 5 minut.

Kartacze podajemy okraszone cebulką, można też boczkiem. Przepyszne są na drugi dzień, odsmażone na maśle!

kartacze z mięsem



niedziela, 5 stycznia 2014

Bułeczki momo


przepis na momo


Momo są dla Nepalu tym, czym dla nas są pierogi. To ich typowe, tradycyjne pierożki/bułeczki, gotowane na parze, faszerowane różnego rodzaju nadzieniem. Tradycyjnie było to mielone mięso, ale obecnie używa się również nadzienia warzywnego, serowego, z tofu i wszelkich mieszanek wymienionych składników.

Ja miałam potrzebę resztkową, tj. miałam trochę rzeczy które trzeba było zużyć, więc moje nadzienie jest pewnie nieortodoksyjne, ale pyszne ;)

Przepis na momo, a w zasadzie ciasto, jest bardzo podobny do ciasta pierogowego, różnią się kształtem i sposobem przygotowania.

Tymi bułeczkami wracałam do zdrowia po świątecznej grypie żołądkowej (tak, tak...). Są lekkostrawne przez gotowanie na parze i zawartość gotowanego mięsa, więc były dla mnie idealne ;)

Składniki:

Ciasto:

1-1 1/2 kubka mąki
0,5 kubka ciepłej wody
3/4 łyżeczki soli
2 łyżeczki oleju

Nadzienie:

ok. 250-300g gotowanego mięsa, u mnie: kawałek wieprzowych żeberek, kawałek wołowiny rosołowej, nóżka z kaczki
1 mała kapusta bok choy lub 1/3 kapusty pekińskiej
3-4 suszone grzyby mun
2 ząbki czosnku
1 łyżka sosu sojowego
Pieprz

 

Czas przygotowania: 1-1,5h
Koszt: ok. 10zł

przepis na momo


Wykonanie:

15 minut wcześniej grzyby mun zalewamy wrzątkiem i pozwalamy im nasiąknąć.

Mąkę mieszamy z solą, dodajemy powoli wodę i olej, zagniatamy miękkie, elastyczne ciasto - miększe niż na pierogi. Odstawiamy na 20 minut przykryte ściereczką.

Namoczone grzyby mun kroimy w cieniutkie paseczki.

Kapustę siekamy w paseczki, wrzucamy na odrobinę oleju, doprawiamy sosem sojowym i odrobiną pieprzu. Smażymy chwilę, po czym zmniejszamy ogień i przykrywamy, dusimy kilka minut aż zmięknie. Dodajemy drobno posiekamy czosnek i grzyby mun, podsmażamy chwilę, dodajemy posiekane drobno mięso, smażymy wszystko chwilę razem, doprawiając jeszcze sosem sojowym do smaku. Odstawiamy aby odrobinę ostygło.

Ciasto dzielimy na 8 części. Każdą z nich formujemy w kuleczkę którą następnie rozwałkowujemy cienko. Na każdy placuszek nakładamy kopiastą łyżkę nadzienia po czym zawijamy brzegi na górę, łapiąc za fragment ciasta i doklejając go do poprzedniego, dookoła.

Bułeczki układamy na kwadratowych kawałkach papieru do pieczenia, można też użyć np. liści kapusty. Gotujemy na parze ok. 5-8 minut, aż ciasto się ugotuje a wnętrze będzie gorące.

Smakują pysznie skropione sosem sojowym.

przepis na momo

 

sobota, 21 grudnia 2013

Pieczony camembert i biały Happy Fooding.


Po ostatnim foodingu ekspresowo zapisałam się na kolejny. Tym razem gościła nas Ola z bloga Duże Podróże. Organizatorką, jak zwykle, była Olga z http://www.ich4pory.pl/ (nigdy nie wiem, czy wizualizować sobie w głowie 4 pary wielkich gaci, czy 4 zielone pory-warzywa...). A całą resztę ferajny stanowili: Paszczak z Paszczakową,  Magda z Breakfast's Time, Gosia z Kraków gotuje, Ania i Zuza. Co ciekawe, na fooding skusił się też mój prywatny Połówek ;) 

Zgłosiłam się prędziutko do robienia przystawki. Tematem foodingu był kolor biały, więc postanowiłam przetestować przepis na zapiekany camembert. Jest prosty, efektowny i brzmiał pysznie.

Przepis jest banalny.

Składniki:

3 białe sery pleśniowe
Dodatki: rozmaryn, świeżo mielony pieprz
Świeża bagietka

Wykonanie:

Sery wkładamy w drewniane pudełeczka w których je kupiliśmy lub w pudełeczka wyłożone papierem do pieczenia. Ja kupiłam sery, które spody miały kartonowe i jedynie boki drewniane, usunęłam więc spód i użyłam papieru do pieczenia, żeby je "uszczelnić".

Odcinamy górną skórkę z sera. Można ją zjeść ;)



Do sera wkładamy rozmaryn lub posypujemy świeżo mielonym, kolorowym pieprzem. Można też nic nie dodawać. My przetestowaliśmy wszystkie trzy wersje.

Sery wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni aż środek się rozpuści a wierzch lekko zapiecze formując skorupkę. Tę skorupkę następnie przebijamy świeżą, pokrojoną w plastry bagietką, zanurzając ją w płynnym wnętrzu. Na końcu zjadamy przypieczoną skórkę.



Jakie inne pyszności pojawiły się na białym foodingu?

Magda podała nam zupę-krem z ziemniaków, selera, pora i gruszki, z prażonymi pestkami dyni (pyszna!). Paszczaki zrobiły pierogi ruskie a na deser Olga przygotowała bezę z bitą śmietaną i gruszkami. Beza nie wyszła biała, ale za to była chrupiąca i karmelowa ;))

Oprócz tego była whisky z mlekiem, białe wino i Dixit, którego zawlekłam ze sobą i nawet udało się zagrać. Zdjęcia dzięki uprzejmości Oli i Paszczaków :))



















Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...