wtorek, 21 grudnia 2010

Chewy Chocolate Chip Cookie



CCCC. W Polsce takie ciastka nie są zbyt znane - u nas królują chrupiące, kruszące się piegusy. Te ciacha to coś zupełnie innego - Amerykanie nazywają je czasami Drop Cookies, ze względu na to, że ciasto upuszcza się z łyżki na blachę. Pomysł na ich zrobienie przyszedł mi, gdy spróbowałam ciastek w małej, amerykańskiej kawiarence w Krakowie - More Than A Cookie. Dzięki, Kaja, za uświadomienie mi, że takie miejsce istnieje :) ciastka tam były przepyszne, diablo słodkie, zapychające i wspaniałe. Oczywiście natomiast zachciało mi się zrekonstruować przepis ze względu na odległość do kawiarenki i, nie ukrywajmy, koszta.

I po kilku próbach i wyszukiwaniu idealnego przepisu - udało się :) kluczem do sukcesu jest tajemniczo brzmiąca aktywacja glutenu, ale o tym później.

Ciastka są bardzo słodkie, z dużą ilością czekolady, cieniutkie i lekko chrupiące z wierzchu, a w środku...właśnie chewy. Żujliwe. Do żucia ;) Trzeba spróbować, bo mają w sobie coś co sprawia, że sięga się po kolejne, i kolejne, i kolejne...

Przepis (zmodyfikowany, a jakże) pochodzi z genialnej strony http://joepastry.com/ Przepis na duuużą porcję, jakieś 4 blachy ;)

Składniki:



320g mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 (bardzo płaska) łyżeczka soli
225g masła, miękkiego, ale nie zbyt miękkiego ;)
250g cukru trzcinowego
2 duże jajka
100g białej czekolady
100g mlecznej czekolady
Kilka kropel aromatu waniliowego lub łyżeczka ekstraktu z wanilii lub wyskrobane z połowy laski wanilii ziarenka.

Koszt: 8-9zł
Czas wykonania: szybki, ok. 30 minut

Wykonanie:

Do miski wkładamy pocięte na kawałki masło i cukier, ucieramy mikserem aż masło będzie puchate. Dodajemy po jednym jajku, ucieramy. Dodajemy wanilię, ucieramy. W osobnej miseczce mieszamy mąkę, sól i sodę. Stopniowo dodajemy do ucieranej masy, wciąż miksując. I teraz bardzo ważny etap. Tutaj następuje nasze magiczne GLUTEN, AKTYWACJA. To właśnie sprawi, że nasze ciastka będą żujące, a nie kruche - na najwyższych obrotach miksujemy ciasto przez przynajmniej 2-3 minuty - gluten w połączeniu z płynami (jajka) zostanie zaktywizowany. Ciasto jest dość rzadkie, nie martwcie się tym. Po tym czasie dodajemy posiekaną w kawałki czekoladę, i jeszcze chwilę miksujemy, aż się rozejdzie w cieście.

Blachy do pieczenia wykładamy papierem, i używając łyżki wykładamy ciasto. Ciastka bardzo, bardzo rosną, a w zasadzie rozlewają się na boki. Z tego względu dobrze jest piec je w małych partiach, ja zazwyczaj robię 3 rzędy po 3 ciastka. Musicie wyczuć ile dokładnie masy trzeba nałożyć - u mnie to jakieś 3/4 łyżki. Nabieramy, palcem spychamy na blachę, po czym wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i pieczemy przez ok. 10 minut. Po wyjęciu ciastka mają bardzo gąbczastą konsystencję i są trochę wyrośnięte. Dajemy im odpocząć i ostygnąć kilka minut na blasze, po czym delikatnie ściągamy je i zupełnie studzimy. Należy uważać, żeby ciastka nie spiekły się za bardzo - powinny tylko trochę przyciemnieć po brzegach. Jeżeli będą za ciemne, to wyjdą chrupiące, i z żującego efektu nici :)

piątek, 3 grudnia 2010

Orzechowe, drożdżowe ślimaczki.



Mmmmniam. Przepyszne, mięciutkie, mocno orzechowe. Trzeba się z nimi trochę pobawić, ale warto. Najlepsze są zaraz po wyjęciu z piekarnika - jeszcze gorące, pachnące. Na drugi dzień też są ok, zwłaszcza ze szklanką mleka, ale to jednak nie to samo :) Zdecydowanie smakują wizażankom ;)

Składniki:

Na ciasto

25g świeżych lub 12g suchych drożdży
4,5 szklanki mąki (zazwyczaj daję więcej, ale może mam jakąś małą szklankę...)
1,5 szklanki letniego mleka
120g miękkiego masła
1/3 szklanki (prawdziwego) cukru waniliowego, lub można użyć zwykłego cukru 1/4 szklanki + dodać małą paczuszkę wanilinowego
2 jajka
1 żółtko
pół łyżeczki soli

Na nadzienie

150-200g mielonych orzechów - ja najbardziej lubię używać laskowych, migdałów, lub mieszać te dwa rodzaje
5 łyżek cukru
3 łyżeczki cynamonu
Pół szklanki smarowidła. Do wyboru mamy: golden syrup, syrop klonowy, miód. Golden syrup smakował mi zdecydowanie najbardziej, z miodem też są pyszne, chociaż oczywiście smakują miodem, syropu klonowego trzeba dać trochę więcej niż pół szklanki.

Czas wykonania: dość długi
Koszt: 12-15zł, w zależności od orzechów

Wykonanie:

Jeżeli używamy świeżych drożdży najpierw sporządzamy rozczyn, suche mieszamy z mąką. W miseczce roztrzepujemy jajka, mleko i cukry. Do miski wsypujemy mąki, wlewamy masę jajeczno-mleczno-cukrową, dodajemy ewentualny rozczyn, mieszamy. Dodajemy masło, sól, zagniatamy dość długo elastyczne, miękkie ciasto. Formujemy z ciasta kulę, nakrywamy miskę ciepłą ściereczką, i czekamy aż podwoi objętość - ok. 1-1,5h. Po tym czasie wyjmujemy, zagniatamy krótko, i wałkujemy z ciasta duży prostokąt (ok. 40-50cm). Albo kwadrat. Jakkolwiek :) Smarujemy go wybranym przez nas smarowidłem, i posypujemy solidną warstwą orzechów. Następnie rozsypujemy równo cukier, posypujemy cynamonem, i zwijamy nasz placek w roladę. Niestety nie mam zdjęć z tego procesu, ale to dość łatwe. Układamy roladę złączeniem do dołu, żeby nam nie uciekała, po czym kroimy ślimaczki grubości ok. 2,5cm ostrym nożem lub nitką. Sposób z nitką jest zadziwiająco fajny, i dobry, jeżeli nie mamy wystarczająco dużego/ostrego noża - nie wyjdą nam zgniecione, podłużne ślimaczki. Sposoby rozrysowane poniżej :)


Ślimaczki układamy na blasze do pieczenia zachowując spore odstępy (pewnie nie zmieszczą się na jednej), po czym przykrywamy ściereczką, i zostawiamy na 30 minut do napuszenia. Po tym czasie wskakują do piekarnika nagrzanego do 190 stopni, i pieką się ok. 15-20 minut, do zezłocenia.

Uwaga - podane składniki są na duuuuużą porcję, ok. 20-25 ślimaczków, w zależności od tego jak pokroimy. Ponieważ najlepsze są w pierwszy dzień, to polecam zrobić z połowy porcji, jeżeli robicie je dla mniejszej liczby osób :)

Bułeczki czosnkowe ze szczypiorkiem.




Najlepsze pieczywo czosnkowe jakie kiedykolwiek jadłam. To ciasto drożdżowe jest kruche z zewnątrz a mięciutkie w środku, przez dodatek masła rozpływa się w ustach, przy pieczeniu pachnie tak, że miałam ochotę lizać piekarnik. Nic, tylko robić ;) Byle nie przed egzaminami ustnymi...Przepis na 12 bułeczek. Uwaga: jeżeli chcemy, żeby te wachlarzyki się "trzymały", to przy wkładaniu do gniazd trzeba je mocniej ścisnąć. Ja zastanawiałam się też nad owinięciem "trzonka" dodatkowym paseczkiem drożdżowego ciasta...inaczej po wyjęciu niektóre listki będą odpadać, co w zasadzie jest wygodne, bo świetnie się je je, ale już nie robi takiego wrażenia :)

Składniki:

Na ciasto

225 ml mleka
15g świeżych drożdży (=7g suchych)
2 łyżeczki cukru
2 łyżeczki soli
450g mąki pszennej
30g masła, miękkiego
1 jajko

Na smarowidło

4-5 ząbków czosnku (można dać więcej, jeżeli ktoś NAPRAWDĘ lubi czosnek)
Spory pęczek szczypioru lubelskiego (albo tego cieniutkiego, ale wtedy dałabym trochę więcej)
55g masła, miękkiego


Czas wykonania: długi, jak to przy drożdżowym. W sumie ok. 3-4h
Koszt: 5-7zł

Wykonanie:

Jeżeli mamy świeże drożdże, to sporządzamy rozczyn (do małej miseczki wlewamy ok. 4 łyżek ciepłego, ale nie gorącego mleka, dodajemy cukier, drożdże, i płaską łyżkę mąki. Mieszamy, i odstawiamy na kilka-kilkanaście minut, aż drożdże zaczną rosnąć). Jeżeli używamy drożdży suchych, to mieszamy je w sporej misce z mąką, solą i cukrem. Dodajemy miękkie masło, rozcieramy z grubsza z mąką. Wlewamy rozczyn drożdżowy (albo i nie), mleko, roztrzepane jajko. Wstępnie mieszamy widelcem albo łyżką, po czym czystymi rękami zabieramy się za wyrabianie ciasta. Ciasto ma być miękkie, elastyczne, gładkie. W razie potrzeby można podsypać mąką - ja dodałam ze dwie garści. Uformowaną kulę z ciasta zostawiamy w miseczce, nakrywamy ściereczką, i odstawiamy w ciepłe miejsce aż podwoi objętość - trwa to 1-1,5h, ja zazwyczaj przyspieszam ten proces wstawiając miskę do piekarnika, który od czasu do czasu włączam aż nagrzeje się do ok. 35-40 stopni, po czym wyłączam.

Po tym czasie wyjmujemy ciasto, krótko zagniatamy, i wałkujemy na duży, cienki prostokąt. W oryginalnym przepisie podane jest, że ma mieć wymiary 30x80cm - ja się tego zdecydowanie nie trzymałam, bo zwyczajnie nie mam miejsca ;) więc rozwałkowałam na ok. 50x45cm.

Obieramy nasze ząbki czosnku, przeciskamy je przez praskę, lub siekamy bardzo drobno (ja tak zrobiłam). Do kubka/miseczki wkładamy miękkie masło, po czym ucieramy je z czosnkiem. Siekamy drobniutko szczypiorek, i również mieszamy z masłem. Tak przygotowaną masą równo smarujemy rozwałkowane ciasto:



Następnie kroimy je wzdłuż na 6 równych (haha, akurat mi równe wyszły...) pasów, i nakładamy je na siebie. Powstałe warstwy kroimy najpierw na pół, następnie każdą połówkę znów na pół, i każdą powstałą część na 3.



Każdą z tych części wkładamy w lekko natłuszczone gniazda blachy do muffinek (ja po prostu "wytarłam" palcami wnętrze kubka i wysmyrałam każde gniazdo z osobna):




Wkładamy je w ten sposób, aby ta krawędź która nie była cięta znajdowała się u góry.

Przykrywamy ściereczką, i zostawiamy do napuszenia na 30-40 minut. Po tym czasie wkładamy je do piekarnika nagrzanego do 190 stopni na 15-20 minut, aż będą złote z góry, i otrzymujemy takie oto bułeczki:

środa, 10 listopada 2010

O wanilii w wypiekach.

Doszły mnie słuchy, że niektórzy *khemInesokhem* nie wiedzą o co biega z tymi całymi ekstraktami, aromatami i innymi cudami. Więc krótki wpis informacyjno-uświadamiający :)

W wypiekach (i gotowaniu ogólnie) możemy używać z grubsza trzech różnych form wanilii.

1. Aromat waniliowy




Najpowszechniejszy, chemiczny, sztuczny, oleisty. Występuje w małych buteleczkach, fiolkach, etc. Kupić go można w każdym sklepie, i nadaje wypiekom charakterystyczny zapach, który większość z nas - ze względu na przyzwyczajenie - uważa za waniliowy.

2. Ekstrakt z wanilii




To alkoholowy wyciąg ze strąków wanilii. Ma piękny, ciemnobursztynowy kolor, i nadaje wypiekom prawdziwy aromat wanilii. Można go dostać w niektórych sklepach i przez internet, ale zazwyczaj jest bardzo drogi (40-50zł za butelkę). Można go sobie również przygotować w domu w bardzo prosty sposób - w szklanym słoju umieszczamy trzy nacięte wzdłuż strąki wanilii i zalewamy szklanką wódki, rumu lub brandy. Trzymamy w ciemnym, chłodnym miejscu przez 2-3 miesiące, co jakiś czas potrząsając, i ekstrakt gotowy.

3. Wanilia w laskach




Prawdziwa wanilia. Obecnie można dostać laski wanilii albo pakowane pojedynczo w większych supermarketach, w złodziejskiej cenie 7-8zł, albo zajrzeć na allegro, i znaleźć je tam już od 80gr za te mniejsze, 1.50zł za te rozsądne, i więcej za super-hiper. Osoby które po raz pierwszy wąchają prawdziwą wanilię są zazwyczaj rozczarowane - zupełnie nie pachnie ona jak znany przez nas chemiczny cukier waniLINOwy (z waniliowym ma niewiele wspólnego), czy aromat waniliowy. Pachnieć tak naprawdę zaczyna właśnie dopiero dodana do potrawy/wypieku. Używamy jej najczęściej rozcinając laskę wzdłuż, i wygrzebując ze środka wilgotne nasionka, które następnie dodajemy np. do ciasta. Można też wsypać nasionka do słoika i wymieszać z cukrem, dokładając również "wyskrobaną", a po miesiącu otrzymamy prawdziwy cukier waniliowy. Świeże nasiona wanilii są też najlepsze do creme brulee.

Muffinki bananowo-czekoladowe.




Ulubione muffinki wielu osobników ;) dzięki bananom są wilgotne, długo zachowują świeżość, i są absolutnie uzależniająco przepyszne. Banany plus czekolada to idealne wręcz połączenie (ale oczywistościami lecę x)). Jak każde muffinki - łatwe, szybkie, cudowne. I ładnie odchodzą od papilotek :)

Składniki:

3 spore, mocno dojrzałe banany
125g masła
160g cukru pudru
Pół laski ziarenek z wanilii (można zastąpić kropelką aromatu waniliowego, ale to nie to samo, ja bym w takim przypadku pominęła. Idealnie za to się nada łyżeczka ekstraktu waniliowego)
4 łyżki kwaśnej śmietany (18%)
2 jajka
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczka proszku do pieczenia
300g mąki
100g mlecznej czekolady

Koszt: 6-8zł
Czas wykonania: pół godziny

Wykonanie:

W rondelku roztapiamy masło. Na talerzyku rozgniatamy banany widelcem na ciapkę, wrzucamy je do miski. Dodajemy do nich roztopione masło, śmietanę, roztrzepane jajka, mieszamy. Dodajemy całą resztę składników (poza czekoladą) i mieszamy widelcem do połączenia się masy. Gdy jest już wymieszana dosypujemy czekoladę, mieszamy. Nakładamy do papilotek/formy, i pieczemy ok. 20 minut w 180 stopniach. Można zrobić test suchego patyczka, ale trzeba pamiętać, że roztopiona czekolada może zostawiać ślady, a muffiny w środku nigdy nie będą zupełnie suche ze względu na banany.

Manty lubią muffiny~

Razowe naleśniki ze szpinakiem.



Tak, je też zrobiłam z serem pleśniowym :) ale on akurat jest tu opcjonalny - bez niego będą równie pyszne. Zdrowe, dość niskokaloryczne danie.

Składniki:

Paczka szpinaku 400g (ja lubię używać tego rozdrobnionego)
80-100g sera pleśniowego (opcjonalnie) lub zwykłego żółtego (też opcjonalnie :) )
Pieprz, sól, gałka muszkatołowa, czosnek
Niewielka cebula

Szklanka wody
Szklanka mleka
Po połowie mąki razowej pszennej i zwykłej pszennej
Jajko
Sól
Zioła - u mnie przyprawa do pizzy

Koszt: 7-8zł
Czas wykonania: dość szybki, jeżeli szybko smażymy naleśniki :)

Wykonanie:

Szykujemy ciasto naleśnikowe. Każdy ma na to swój patent, a ja składników dodaję zazwyczaj na wyczucie, ale jestem pewna, że sobie poradzicie ;) Ja akurat użyłam dwóch szklanek wody, dwóch szklanek mleka, prawie kilograma mąki łącznie, dwóch jajek, i ok. łyżki ziół, ale wyszło mi naleśników na dwa obiady - następnego dnia podałam je na inny sposób. Smażymy naleśniki na patelni teflonowej.

Cebulę siekamy w kostkę, i podduszamy na odrobinie wody na patelni. Dodajemy rozmrożony z grubsza i rozdrobniony szpinak. Dusimy pod przykryciem ok. 10 minut, po czym przyprawiamy sporą ilością gałki muszkatołowej, pieprzem oraz rozgniecionym ząbkiem czosnku. Wkruszamy ser pleśniowy, i mieszamy do rozpuszczenia (jeżeli pomijamy ser pleśniowy - dodajemy do smaku soli). Próbujemy, jeżeli jest potrzeba - doprawiamy do smaku. Nakładamy łyżkę nadzienia na naleśnik, składamy w ulubiony sposób, nakładamy na talerze.

Jedna osoba naje się 3-4 naleśnikami (przy czym ja smażę na dość małej patelni ;). Ja jadłam je dodatkowo z surówką z kapusty pekińskiej i pomarańczowej papryki.


Krok pierwszy - usmaż dużo za dużo naleśników...

Penne z pleśniowym beszamelem i ostrymi papryczkami.



Przyznaję, że zdarzały mi się już bardziej apetyczne zdjęcia ;) ale ten makaron najlepszy jest na gorąco, i pachniał tak, że nie chciało mi się już bawić z aparatem...Uwielbiam niebieski ser pleśniowy, i polecam ten przepis każdemu jego miłośnikowi. Makaron powstał w dwóch wariacjach - wersja na zdjęciu ma w sobie jeszcze zielone papryczki faszerowane fetą, których ja zdecydowałam się do swojej porcji nie dodawać ze względu na to, że kawalątek spróbowany przed dodaniem do mojej części sosu prawie wypalił mi przełyk :) ale podobno smak całkiem tu pasuje, więc jeżeli lubicie pikantne potrawy, to skuście się.

I uwaga - w tym przepisie debiut - robimy beszamel :)


Składniki:

200-250g makaronu penne
ok. 80-100g niebieskiego sera pleśniowego o wyrazistym smaku (u mnie - Lazur)
10dkg ulubionej wędzonej szynki
2 łyżki masła
2 łyżki mąki
1,5 szklanki mleka
Pieprz, sól, gałka muszkatołowa
Opcjonalnie - pikantne zielone chili (u mnie gotowiec ze sklepu, kupowany na wagę, faszerowany serem feta)

Koszt: 7-8zł
Czas wykonania: ok. 20-30 minut

Wykonanie:


Najpierw zabieramy się za beszamel. W tym celu w rondelku rozpuszczamy dwie łyżki masła, i wsypujemy powoli mąkę. W trakcie intensywnie mieszamy wszystko trzepaczką-maczugą, żeby nie zrobiły nam się kluchy. Jak tylko tłuszcz i mąka się połączą wlewamy pół szklanki mleka. Mieszamy energicznie do połączenia, wlewamy kolejne pół szklanki. Powoli podgrzewamy - sos zacznie nam gęstnieć. Gdy zgęstnieje nam już dość mocno - wlewamy pozostałe mleko. W tym momencie możemy już wrzucić makaron, a szynkę pokrojoną w kosteczkę na dużą patelnię, żeby się lekko przysmażyła. Znów podgrzewamy sos, i znów czekamy, aż zgęstnieje. Powinien być kremowy, ale wciąż lejący się. W tym momencie dodajemy szczyptę-dwie gałki muszkatołowej, i porządną szczyptę pieprzu. Mieszamy, po czym wkruszamy ser pleśniowy. Podgrzewamy kilka minut, aż ser się rozpuści, i nada beszamelowi smak. Próbujemy, i do smaku doprawiamy gałką lub pieprzem (soli raczej już nie będzie trzeba, lazur sam w sobie jest dość słony). Zostawiamy na palniku na najmniejszym ogniu, albo zestawiamy. Odcedzamy makaron na sitku, wrzucamy na patelnię do pachnącej nam niebiańsko szynki, zalewamy wszystko beszamelem, i mieszamy do połączenia. Jeżeli używamy papryczek - kroimy je i dodajemy. Podajemy mocno gorące, smacznego :)

Jeszcze kilka słów o beszamelu. To fantastyczny sos ze względu na jego wszechstronność. Sam w sobie nie ma rewelacyjnego smaku, ale za to przyjmuje smak wszystkiego, co się do niego doda. Na jego bazie można zrobić sos pomidorowy, sos serowy, sos czosnkowy, i każdy inny który przyjdzie nam do głowy. Szczególnie dobrze nadaje się do zapiekanek - pod wpływem wysokiej temperatury świetnie się ścina, najlepiej smakuje gdy dodamy do niego żółtko i starty ser w dość dużej ilości, np. mozzarellę i goudę dla smaku. W dodatku składniki do niego zazwyczaj znajdują się w każdym domu, i nie są wymyślne. Warto znać na niego przepis :)

Bruschetta




Czyli grzanka odrobinę inaczej. Najlepsze jedzenie to najprostsze jedzenie - uwielbiam tę zasadę. Bruschettę można modyfikować na wiele różnych sposobów - dodać sera, fety, oliwek. Ja uwielbiam taką - najprostszą, chrupiącą, na dobrej jakości chlebie. U mnie w roli głównej wystąpiła bagietka paneos, kupiona w E.Leclercu. Nie wiem co oni do nich dodają, ale mogłabym je jeść tonami...

Składniki na porcję dla jednej osoby:


Ulubione pieczywo (najlepiej bagietka lub bułki)
Pomidor
Pół ogórka
Czosnek
Oliwa z oliwek
Ulubione zioła - świeże lub suszone. U mnie przyprawa włoska, czyli głównie oregano i bazylia.
Sól, pieprz.

Koszt: 3zł
Czas wykonania: szybkie.

Wykonanie:


Bagietki/bułki kroimy na dość grube kromki. Skrapiamy każdą kromkę delikatnie oliwą, i smarujemy odrobiną rozgniecionego czosnku (nie miałam akurat pod ręką, więc pominęłam niestety ;)). Wkładamy kromki do nagrzanego do ok. 160 stopni piekarnika, i pieczemy ok. 10 minut, aż zrobią się chrupkie i rumiane (ale jeszcze nie przypieczone). W międzyczasie pomidora wkładamy na kilka minut do garnka z gorącą wodą, po czym nacinamy skórkę w krzyżyk, i obieramy. Kroimy go w kosteczkę. Ogórka obieramy, kroimy w kosteczkę (z obecnie dostępnych, długich ogórków warto wyciąć nasiona - najczęściej są gorzkie, twarde i niedobre). Mieszamy ogórka i pomidora, solimy, pieprzymy, dodajemy ziół do smaku. Jeżeli były bardzo wodniste, to warto odlać nadmiar soku. Nakładamy na grzanki które zdążyły się już zrumienić, po czym znów wkładamy do piekarnika na ok. 5 minut.

niedziela, 31 października 2010

Lane kluski




Smak dzieciństwa. Nie wiem czemu nigdy nie wpadłam na to, żeby je zrobić :) niektórzy jedzą je z rosołem i innymi zupami, ja najbardziej lubię je z mlekiem. Na słono :) Przepis idealny na śniadanie, pyszny, sycący, szybki do zrobienia.

Składniki:

1 jajko
2 łyżki mąki
Odrobina wody
Szczypta soli
Mleko

Koszt: 1-2zł
Czas wykonania: 10 minut

Wykonanie:

Wlewamy ok 1,5 szklanki mleka do garnuszka, i podgrzewamy aż prawie zacznie wrzeć. W tak zwanym międzyczasie wbijamy do szklaneczki jedno jajko i sól, roztrzepujemy. Dodajemy dwie łyżki mąki, lekko czubate, roztrzepujemy (ja to robiłam trzepaczką-maczugą). Jeżeli masa jest za gęsta (u mnie była) dolewamy odrobinę (ok. łyżki) wody. Ubijałam jeszcze później przez minutę albo dwie, żeby była puszysta. Powinna mieć konsystencję lejącej się śmietany. Wlewamy na wrzące mleko cienkim strumyczkiem, i mieszamy przez kilkadziesiąt sekund, aż kluseczki wypłyną na powierzchnię i będą gotowe. Po osoleniu do smaku - zajadamy się :)

Domowe pianki Marshmallows




Okazuje się, że da się to zrobić w domu :) ja w zasadzie pianek nie lubię, ale mój ojciec jest fanem, i chciałam mu zrobić niespodziankę. Jak się okazało - sama też skończyłam podjadając je, bo są przepyszne. Plus - same składniki są tanie. Minus - trzeba mieć termometr cukierniczy i golden syrup. O ile golden syrup można zrobić samemu (chociaż ja jestem leniem i kupiłam w Kuchniach Świata) to termometr cukierniczy już dość ciężko obejść.

Składniki:

2 białka o temperaturze pokojowej
2 szklanki cukru
2x 3/4 szklanki wody
1 łyżka golden syrupu
4 łyżki żelatyny
Kilka kropel aromatu waniliowego (lub innego, ale ten daje najbardziej zbliżony do prawdziwego smak)
Opcjonalnie - barwnik. Ja użyłam odrobiny czerwonego barwnika w proszku.

1/8 szklanki cukru-pudru
1/8 szklanki skrobi ziemniaczanej

Koszt wykonania: ok. 5zł
Czas wykonania: ok. 30 minut, nie licząc czasu tężenia

Wykonanie:


Do sporego garnuszka wrzucamy dwie szklanki cukru, łyżkę golden syrupu, 3/4 szklanki wody. Podgrzewamy, mieszając, aż zacznie wrzeć. Gdy zawrze kończymy mieszać, wtykamy termometr cukierniczy, i czekamy - syrop nie powinien przekroczyć temperatury 127 stopni. Trwa to dość długo, więc przechodzimy do kolejnych czynności.

4 łyżki żelatyny zalewamy 3/4 szklanki wody. Odstawiamy na kilka minut aż napęcznieje. Po tym czasie ustawiamy ją na kuchence, na najniższą możliwą temperaturę, i podgrzewamy mieszając. Nie można dopuścić do zagotowania się. Gdy żelatyna zrobi nam się ślicznie płynna, dodajemy ewentualne aromaty i barwniki.

Oryginalny przepis podaje, że białka zaczynamy ubijać gdy syrop osiągnie temperaturę 118 stopni. Ubijamy je do sztywności.

Gdy nasz syrop ma w końcu 127 stopni bardzo, bardzo powolutku i ostrożnie wlewamy d niego żelatynę. Mikstura bąbelkuje, "pieni się" i generalnie jest dość wybuchowa, więc naprawdę robimy to powoli. Mieszamy, i wlewamy do białek - powolutku, i wciąż miksując. Ubijamy naszą masę przez kolejnych 5-10 minut, aż powolutku zacznie tężeć.

Mieszamy cukier-puder ze skrobią, i wysypujemy nią dość obficie blaszkę wielkości 25x20cm. Wylewamy na to masę, wyrównujemy (chociaż sama się powinna ładnie rozlać), obsypujemy z góry resztką cukrowo-skrobiowej mieszaniny. Odstawiamy na noc do stężenia. Po tym czasie ciachamy blaszkę po bokach nożem, odwracamy ją do góry dnem, i liczymy na to, że masa nam ładnie wypadnie na obsypaną (ponownie) mieszaniną cukru i skrobii powierzchnię (stół). Mnie nie wypadła, więc podważyłam lekko brzeg masy i oddzieliłam ją od blaszki rękami. Następnie kroimy wilgotnym, ostrym nożem kwadraciki pożądanej wielkości.

Pianki najlepiej przechowywać w zamkniętym pojemniku, bo są mocno higroskopijne. Ponoć zachowują świeżość ok. tygodnia.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...