piątek, 17 sierpnia 2012

Drobiowy kebab w bułce



Oczywiście taki trochę podrabiany, bo mięso smażone jest na patelni, ale zapewniam, że smakuje pysznie. No i jest sporo zdrowszy, oczywiście.

Ale najpierw jestem winna jakieś wyjaśnienie, czemu mnie ostatnio ciągle nie ma, prawda? ;) Sporo się nadziało, ale samych dobrych rzeczy :) po pierwsze - jeździłam po konwentach, co zeżarło mi sporo wakacyjnego czasu. Warunki tam są takie, a nie inne, więc nie za bardzo miałam okazję gotować i popisywać się - żadnych zdjęć jedzeniowych ze sobą nie przywiozłam. Po drugie, świeższe - dostałam pracę! I to pracę wymarzoną, taką, jaką miałam nadzieję podjąć po studiach, a tu okazało się, że po pierwsze - sama do mnie przyszła, a po drugie - będę miała okazję pracować w zawodzie już w trakcie studiów. Praca jest na cały etat, więc czasu na gotowanie mam zdecydowanie mniej - dopiero uczę się i kombinuję, jakież to posiłki mogę sobie naszykować, żeby było pysznie, zdrowo, i w dodatku w wersji "mogę to zabrać na obiad do pracy żeby nie zamawiać ciągle chińczyka" ;) pewnie więc czasu na bloga będę miała zdecydowanie mniej, a przynajmniej zanim nie nauczę się godzić go z pracą. No ale postaram się, żeby nie było. Koniec wymówek!

Drobiowy kebab w bułce jest zdrową alternatywą dla tych kupowanych na mieście, z tą różnicą, że macie pewność co w nim jest ;) moja połówka bardzo lubi takie domowe wersje fast foodów, wygrywają właśnie takie kebaby w bułce i tortille.

Składniki:

2 filety z uda z kurczaka (są tłustsze, ale mięso jest smaczniejsze niż to z piersi)
2 duże bułki typu podpłomyk, albo inne płaskie
1 mała cebula
1/4 kapusty pekińskiej
1 mały ogórek
1/2 papryki czerwonej
2 plasterki sera (opcjonalnie)
Przyprawa typu gyros (lubię gotowe mieszanki z Kotanyi bez konserwantów i gluta, są naprawdę pyszne)
Sól

Na sos:

1 kubeczek jogurtu naturalnego
2 ząbki czosnku
Pieprz, sól

Czas wykonania: 20min
Koszt: 9-12zł

Wykonanie:

Czosnek wyciskamy przez praskę lub siekamy bardzo drobno nożem. Mieszamy z kubeczkiem jogurtu, dodajemy szczyptę soli i pieprzu do smaku. Odstawiamy. Warto przygotować jogurt np. godzinkę wcześniej, żeby nabrał aromatu.

Mięso kroimy w nieduże kawałki, zasypujemy obficie przyprawą do gyrosa wymieszaną z łyżeczką oleju, mieszamy, odstawiamy. Kroimy kapustę pekińską na wąskie paseczki, cebulę na cieniutkie plasterki (lub w kosteczkę), ogórek w plasterki, paprykę w paseczki lub kostkę. Odstawiamy, i niech czekają na swoją kolej.

Z płaskiej bułki odkrawamy 2-3cm paseczek. Powstałe przecięcie rozdłubujemy ostrożnie nożem, żeby powstała nam kieszonka (mnie się trochę rozdarła na boku, ale co tam ;)). Tak szykujemy obie bułki.

Patelnię mocno rozgrzewamy, wrzucamy na nią kawałki kurczaka. Smażymy na mocnym ogniu, tak, żeby porządnie skwierczało, co chwilę przerzucając kurczaka, żeby równo się usmażył. Cały proces powinien trwać 2-3 minuty i kurczak będzie gotowy - ten szybki sposób smażenia w wysokiej temperaturze sprawia, że kurczak jest bardzo soczysty w środku, mniam.

Bułki smarujemy od środka sosem. Na sam dół nakładamy nieco kapusty pekińskiej i innych warzyw, polewamy sosem. Nakładamy 1/4 mięsa, polewamy sosem, i powtarzamy warstwy - znów warzywa, na samą górę mięso, polewamy sosem. Można w środku bułki ułożyć plasterek sera. Analogicznie z drugą bułką :) I można zajadać - smacznego!

piątek, 13 lipca 2012

Makaron z szynką, szparagami i serami



Moja ulubiona seria pt. "coś pysznego z niczego". Typowy makaron z wykorzystaniem tego, co akurat jest w lodówce - wyszedł rewelacyjny!

W makaronie znajdują się dwa rodzaje sera - oscypek (a w zasadzie ser stylizowany na oscypek :)) i ostry ser owczy, o wyraźnym smaku. Polecam wymieszanie dwóch serów - wędzonego i takiego, który będzie wyrazisty, mogą to być wędzona mozzarella czy wędzona gouda, i np. ser pleśniowy jeżeli lubicie, czy też właśnie ser owczy lub kozi. 


Składniki (1 porcja):

2 plastry szynki
2-3 zielone szparagi
Drobno pokrojony ser wędzony
Mniej drobno pokrojony ser o ostrym smaku
Makaron wstążki
Sos czosnkowy złożony z jogurtu naturalnego, ząbka czosnku, pieprzu, odrobiny soli i odrobiny papryki.
Kawalątek masła


Koszt: 5zł
Czas wykonania: 15min


Wykonanie:

Mieszamy wszystkie składniki naszego sosu, drobno siekając lub miażdżąc czosnek.

Szynkę kroimy w długie plastry, szparagi obieramy (jeżeli jest to konieczne), kroimy w 2-3cm kawałki. Ser kroimy. Do gotującej się i osolonej wody wrzucamy makaron - ja użyłam makaronu Udon, dostępnego w alejkach z azjatycką żywnością. Bardzo go lubię i polecam, jest lżejszy niż nasze papardelle.

Na patelni rozpuszczamy odrobinkę masła (pół łyżeczki), roztapiamy. Na tym układamy paseczki szynki i podsmażamy, aż się lekko zrumieni. Dorzucamy szparagi, odrobinkę posypujemy je solą. Podsmażamy chwilę, aż ich boki zaczną brązowieć. Dodajemy sery, mieszamy chwilę energicznie aż ser zacznie być gorący, zestawiamy z palnika.

Makaron przecedzamy na sitku, nie płuczemy zimną wodą, wrzucamy do miseczki. Dodajemy ok. dwóch łyżek sosu, mieszamy. Wrzucamy nasze dodatki i mieszamy ponownie. Smacznego!


poniedziałek, 9 lipca 2012

Cynamonowe różyczki z kruchego ciasta


I tak właśnie skończyła reszta mojego ciasta na tartę :) Przepis pochodzi z Every Cake You Bake, i w oryginalnej wersji jest po prostu maślany, ale dla mnie maślane różyczki wydawały się nieco zbyt nudne, więc podkręciłam je cynamonem. Wyszła mi jedna, pełna blacha pysznych, rozpływających się w ustach różyczek. Możecie spokojnie robić z całej porcji, znikną ekspresowo ;)

Składniki (na dwie blachy):

200 g zimnego masła
2,5 szklanki mąki (pół na pół mąka pszenna i krupczatka)
3/4 szklanki cukru pudru
3 żółtka
4 łyżeczki cynamonu
szczypta soli

Koszt: 8-9zł
Czas wykonania: 2-3h (chłodzenie ciasta)

Wykonanie:

Zimne masło, prosto z lodówki, kroimy w kosteczkę. Ucieramy je w palcach z mąką, aż nasze przyszłe ciasto zacznie przypominać mokry piasek. Dodajemy, 3/4 szklanki cukru-pudru, sól i żółtka, zagniatamy elastyczną masę. Jeżeli masa nie chce się kleić, to dodajemy zimną wodę po łyżeczce.

Z ciasta formujemy kulkę, którą owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na minimum godzinę. Im zimniejsze ciasto, tym ładniejszy kształt będą trzymać nasze różyczki - moje ugniatałam i składałam ciepłymi rękami, więc się trochę rozpłynęły, ale wcale im to nie odebrało uroku :)

Schłodzone ciasto wyjmujemy po kawałku i wałkujemy na 2-3mm. Szklanką wycinamy cztery kółeczka, które układamy tak, żeby na siebie zachodziły - jak na zdjęciu poniżej. Następnie rolujemy je w wałeczek, który to wałeczek przecinamy w połowie - wychodzą nam dwie, piękne różyczki, którym delikatnie możemy jeszcze rozchylić płatki. Byłam mile zaskoczona jak szybko to wszystko się robi! Po zerknięciu na zdjęcie wydawało mi się, że wszystkie różyczki trzeba sklejać ręcznie z płatków, i już miałam zamykać zakładkę, aż doczytałam jakie to szybkie :)

Różyczki z trzech kółeczek też wychodzą, tylko mniejsze.  W zależności od tego jak duże chcecie swoje kruche ciastka, wybierzcie odpowiedniej wielkości szklankę - cierpliwi mogą nawet wykrawać je kieliszkiem żeby uzyskać różyczki-miniaturki :)

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 stopni przez 10-12 minut aż zaczną się złocić.


piątek, 29 czerwca 2012

Tarta z truskawkami



...czyli pierwszy ze sposobów na wykorzystanie żółtek po serniku z poprzedniej notki ;) Przepis na ciasto pochodzi z bloga Every Cake You Bake. Ja robiłam tartę na bardzo małej blaszce, ma chyba poniżej 18cm średnicy. Spokojnie możecie zużyć całe ciasto na większą blaszkę, np. 24cm. Ale jeżeli wam się nie uda...to w ciągu najbliższych dni pokażę wam, co zrobić z resztą. I w ogóle co zrobić w kruchym ciastem które zostanie wam po tartach czy ciastach ;)

Ale do rzeczy, do tarty! Trzeba łapać znikający sezon truskawek za szypułki, i dogodzić sobie tą kaloryczną bombą. Zwłaszcza, że po wyjęciu z lodówki jest przepysznie zimna i odświeżająca, a ponoć zapowiadają upały na następne dwa tygodnie ;)



Składniki:

3 żółtka
3/4 szklanki cukru-pudru + 1,5 łyżki
Ciut-ciut soli
2,5 szklanki mąki (pół krupczatki, pół pszennej)
200g masła
Kilkanaście truskawek
1 opakowanie serka mascarpone 250g
Kilka łyżek mleka

Koszt: 10zł
Czas wykonania: 40min

Wykonanie:

Zimne masło, prosto z lodówki, kroimy w kosteczkę. Ucieramy je w palcach z mąką, aż nasze przyszłe ciasto zacznie przypominać mokry piasek. Dodajemy, 3/4 szklanki cukru-pudru, sól i żółtka, zagniatamy elastyczną masę. Jeżeli masa nie chce się kleić, to dodajemy zimną wodę po łyżeczce. Połową masy wylepiamy małą formę do tarty, lub całością - dużą. Nakłuwamy ciasto widelcem, na całej powierzchni. Wkładamy do piekarnika nagrzanego na 200 stopni. Ja nie obciążam ciasta kulkami ani fasolą - zwyczajnie jak zacznie się wybrzuszać, to dziabam je widelcem, żeby grzecznie opadło ;)

Jak tylko dojrzymy, że ciasto zaczyna się złocić - wyjmujemy je z piekarnika i pozwalamy ostygnąć.

Kiedy ciasto się piecze, w małej miseczce ucieramy mascarpone z kilkoma łyżkami mleka, tak, żeby był kremowy, i 1,5 łyżki cukru-pudru. Truskawki płuczemy na sitku, wycinamy ogonki, układamy na schłodzonej tarcie. Zajadamy się! 

niedziela, 24 czerwca 2012

Sernik w czekoladowych nawiasach


Chodzi toto i jęczy o czekoladowy sernik, znów i znów. Dwa razy już robiłam, przy czym raz prawie cały poszedł do śmieci, bo Lepsza Połowa uznała, że w ramach bezpieczeństwa koniecznie należy wyłączyć prąd w mieszkaniu wyjeżdżając na trzy dni. Okazało się, że lodówka też działa na prąd, kto by się spodziewał.

Odmówiłam robienia po raz kolejny takiego samego czekoladowego sernika, wymyśliłam sobie za to sernik, który z zewnątrz będzie czekoladowy, a w środku kremowo-waniliowy. No i jest. Pyszny jak nigdy, całe szczęście, że czasem mam ochotę odejść od mojego ukochanego New York Cheesecake ;)

Sam sernik jest zmodyfikowaną wersją niebiańskiego sernika od Doroty. Zakochałam się w tym serniku! Jest ekspresowy w wykonaniu, nie ma żadnych wymyślnych składników, i jest bez żadnego dodatku tłuszczu. Minimum pracy, maksimum sernika ;) Do tego chrupiąca polewa czekoladowa, i można się zajadać.

 Składniki, jak powyżej widać:

900g twarogu sernikowego
2 całe jajka
3 białka
1 łyżka ekstraktu waniliowego
3/4 szklanki cukru
Paczka ciasteczek czekoladowych (u mnie "San", Połówka coś w sklepie mówiła o lokalnym patriotyzmie...)
2 mleczne czekolady (no dobra, tego nie widać)
1-3 łyżek śmietany 22%

Czas wykonania: 2h
Koszt: 13-14zł


Wykonanie:

Pół paczki ciasteczek gnieciemy na proszek. Mój ulubiony sposób, to wrzucenie ciasteczek do reklamówki, a następnie wałkowanie jej wałkiem (albo butelką ;)), od czasu do czasu przesypując. Można to też robić ręcznie czy w blenderze, ale reklamówki nie trzeba później myć, a sposób jest szybki i bardzo efektywny. Ciasteczka wysypujemy na tortownicę z papierem do pieczenia, rozmieszczamy równomiernie.

W misce miksujemy twaróg z cukrem i ekstraktem waniliowym. Dodajemy najpierw całe jajka, po jednym, miksując tylko tak długo, aż masa będzie połączona, nie dłużej. Następnie dodajemy (nieubite!) białka. Uwaga przy rozbijaniu jajek! Zachowajcie żółtka ostrożnie wrzucając je do małego kubeczka, tak, żeby ich nie podziurawić. Zaraz wyjaśnię czemu :) Miksujemy białka po jednym. Masy sernikowej nie miksujemy dłużej niż trzeba - zbyt napowietrzony sernik urośnie za bardzo, może uciec nam z tortownicy. Wylewamy masę na ciasteczka, wygładzamy ją łyżką.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 165 stopni. Pieczemy ok. godziny. Sernik nie zetnie się całkowicie - najlepiej sprawdzić jego gotowość uderzając nożem w bok tortownicy. Jeżeli nie widać wyraźnych, rozchodzących się "fal", to sernik jest gotowy i można go wyjąć. Pośrodku pewnie będzie jeszcze dość galaretowaty.

Po wystudzeniu szykujemy polewę - w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej rozpuszczamy czekoladę. Następnie, w zależności od tego jak miękką polewę chcemy uzyskać, dodajemy śmietanę. Ja dodałam tylko jedną łyżkę, więc moja polewa jest dość twarda - stąd jej wygląd :) polecam dodanie jednak większej ilości śmietany, ze względu na to, że sernik trzymamy w lodówce, i po wyjęciu polewa jest dość twarda - ciężko ją przebić łyżeczką. Więc następnym razem dodam więcej śmietany.


A co z żółtkami? Powszechnie wiadomo, że białka świetnie się mrozi i przechowuje w zamrażarce. A co z żółtkami? Ich już zamrozić nie można, a pozostawione same sobie w lodówce bardzo szybko wysychają. Ale! Jeżeli ostrożnie rozbijemy jajka, i żółtka nam się nie rozleją, to po wbiciu ich do kubeczka można je zalać zimną wodą. Po wstawieniu do lodówki można je tak przechowywać do kilku dni.


Wkrótce pokażę wam, co z tymi trzema posernikowymi żółtkami można zrobić :)

środa, 20 czerwca 2012

Owsianka z jagodami


Jagody, jagody! Na bazarkach można już kupić małe kubeczki z jagodami, ale co lepsze, przy drogach stoją już pracowici zbieracze ze świeżo zerwanymi, fioletowymi kuleczkami w litrowych słoikach. Strasznie za nimi tęskniłam! Są jeszcze dość drogie, ale nie mogłam się powstrzymać. Całkiem objadłam się już owsianki z truskawkami, która była moim hitem przez ostatnie dwa tygodnie, czas na zmianę.

Sama owsianka jest śniadaniem zdrowym, sycącym i pysznym. Wielość składników jakie można do niej wmieszać sprawia, że nigdy się nie znudzi. Z kolei dla mnie znaczącą zaletą jest to, że mogę do niej wrzucić różne słodkości i nie mieć wyrzutów sumienia, bo przecież to śniadanie - spalę! ;)

Chociaż owsianki jem od dawna to nigdy nie uważałam ich wartych wrzucenia na bloga. Ale skoro pojawiły się sezonowe owoce, to może jednak posłuży to przynajmniej komuś jako inspiracja, tak jak mnie służą w ten sposób przepisy na innych blogach :) Przy okazji, dla owsiankożerców - polecam niedawno założonego bloga znajomej, Elinowy Podziomnik, na którym znajdziecie sporo śniadaniowych inspiracji. 

Składniki:

4 łyżki płatków owsianych (używam błyskawicznych, lubię ich ciapratość)
Mleka tyle, żeby zakryło płatki
3/4 łyżki cukru
3/4 łyżki siemienia lnianego (fajnie chrupie, a przy okazji dobrze robi na żołądek, ułatwiając trawienie!)
Dużo, dużo jagód, do smaku :)

Koszt: 4-6zł
Czas wykonania: 10 min

Wykonanie:


Do garnuszka wrzucamy płatki owsiane i siemię, zalewamy mlekiem. Włączamy na mały ogień, czekamy aż mleko się zagrzeje a płatki spuchną. Dosypujemy cukru, mieszamy, aż owsianka osiągnie ulubioną konsystencję. Jeżeli jest za gęsta możemy dolać mleka, jeżeli za rzadka - płatków, i jeszcze trochę pogotować. Na końcu dosypujemy jagody, i chwilkę czekamy, aż się ogrzeją. Wylewamy owsiankę na talerzyki. Nie zapomnijcie zalać garnka od razu wodą - zaschnięta owsianka ciężko się usuwa, o czym notorycznie zapominam ;)

Jeżeli lubicie, to możecie rozgnieć część jagód - wtedy sama owsianka zrobi się bardziej jagodowa. Ale ja lubię, jak jagody pękają mi w zębach, mmm~

I pojawiła się kolejna etykieta - z przepisami śniadaniowymi.

czwartek, 24 maja 2012

Zupa mleczna z ciasta drożdżowego





Każdy ma jakieś smaki dzieciństwa, prawda? To jest mój :) gdy jeszcze chodziłam do przedszkola, a w zasadzie zaprowadzała mnie do niego babcia, to było chyba moje ulubione śniadanie. Pamiętam, że babcia piekła wspaniałe, drożdżowe ciasta, z różnistymi owocami. A jak takie ciasto się trochę zeschło i już nie było takie dobre jak na początku, to zyskiwało drugie, pyszne życie w zupie mlecznej na śniadanie. Gdy  nie było ciasta maczałam sobie podeschnięte bułeczki, słodkie albo zwykłe. Ostatnio na turniej łuczniczy przygotowałam drożdżowe ciasto z moim pierwszym w tym roku rabarbarem. Pandożerca wolał ślimaczki cynamonowe, więc prawie cała blacha była dla mnie - jadłam ją sobie przez parę dni, aż w końcu ciasto podeschło, a mnie przypomniało się dziecięce śniadanie. 15 lat później wciąż jest tak samo pyszne ;)

Sposób przygotowania:

Podeschnięte ciasto drożdżowe pokroić/porwać na niewielkie kawałki, takie "na raz". Zalać chłodnym lub podgrzanym mlekiem, odstawić na parę chwil do namoczenia, pałaszować.


czwartek, 3 maja 2012

Wiosenne penne ze szczypiorkiem i camembertem



Wiosnolato, hurra, hurra! Wyrwałam się na tydzień do Egiptu na zasłużony odpoczynek, a jak wróciłam, to zaskoczyła mnie wspaniała pogoda - w sumie taka sama, jak za granicą :) aż chce się rano wstawać z łóżka.

W takie temperatury nie ma się ochoty zbyt długo stać przy garach, więc powstało szybkie danie, które nawet mnie zaskoczyło tym, jakie było pyszne. Dietetyczne to ono może nie jest, ale pogoda i tak nastraja do spacerów i wycieczek rowerowych, więc spalicie ;)

Składniki (na 1 osobę):

80-100g makaronu penne
Pół dużego pęczka świeżego szczypioru
Dwa-trzy plastry sera typu camembert, pokrojonego w mniejsze kawałki
1 łyżka śmietany (lub jogurtu naturalnego)
Sól

Czas wykonania: 15 min
Koszt: 4-5zł

Wykonanie:

Makaron gotujemy w osolonej wodzie, al dente. Po ugotowaniu wrzucamy na sito, odcedzamy szybko, wyrzucamy do miski. Dodajemy łyżkę śmietany, mieszamy dokładnie. Dodajemy posiekany drobno szczypiorek, mieszamy. Układamy na wierzchu camembert szybko, tak, żeby stopił się od gorącego makaronu, i czekamy chwilę, po czym zajadamy się!


Hodujecie coś na swoich parapetach? U mnie bazylia, oregano, papryczki i szczypiorek opanowały kuchnię, ciesząc oko i podniebienie :)



poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Muffinki pina colada



Lubicie pina coladę? Ja bardzo, mmm! Połączenie kokosa i ananasa jest rewelacyjne, więc postanowiłam je odtworzyć w muffinkach :) były pyszne i ekspresowo zniknęły, usłyszałam nawet ze dwa komentarze "ja to w sumie nie lubię kokosa, ale to jest pycha!". Mimo, że tak niepozornie wyglądają...

Żeby było zabawniej - zapomniałam dodać do nich cukru. Wtopa! Ale okazało się, że ananas dodaje tak dużo słodyczy, że cukier staje się zbędny :) jeżeli lubicie mniej słodkie wypieki, to tak właśnie zróbcie. Być może da się uzyskać jeszcze bardziej dietetyczną wersję zastępując olej sokiem ananasa z puszki, hm. Do wypróbowania kiedyś. Ja podejrzewałam, że nie każdemu podpasują słodzone tylko naturalnie, więc zrobiłam dodatkowo lukier którym oblałam muffinki, i efekt był rewelacyjny. Wybierzcie taką wersję, którą chcecie.

Składniki:

1,5-2 szklanki mąki
Duży kubek kefiru (400g)
1 szklanka wiórków kokosowych
1/3 szklanki oleju
1 jajko
1 puszka ananasa w plastrach
1/3 szklanki cukru - opcjonalnie
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Kilka kropel aromatu waniliowego lub saszetka cukru waniliowego lub ekstrakt waniliowy

Ewentualnie lukier: 1 szklanka cukru-pudru i 1-3 łyżki mleka

Czas wykonania: 45min
Koszt: 6-7zł

Wykonanie:

Mąkę mieszamy z cukrem (jeżeli go dodajemy), proszkiem do pieczenia i wiórkami kokosowymi.  W kubeczku mieszamy kefir, jajko, olej, wanilię. Mieszamy wszystkie składniki razem, widelcem, mogą zostać grudki. Ciasto powinno być dość gęste, ale wciąż lekko płynne - nabrane na łyżkę powinno się rozpływać na boki. Dodajemy pokrojonego w kosteczkę ananasa, mieszamy. Nakładamy do papilotek dość dużo ciasta (3/4 papilotki), nie rosną bardzo duże, ze względu na dużą ilość ananasa - są mocno wilgotne w środku. Pieczemy ok. 15 minut w 180 stopniach. Lekko przestudzone możemy oblać lukrem - w kubeczku ucieramy cukier-puder z mlekiem, zaczynając od 1 łyżki, i pomalutku dodając drugą i trzecią. Ewentualnie zostając na 2, jeżeli chcemy gęstszy lukier. Zanim lukier zastygnie możemy posypać muffinki wiórkami kokosowymi. Smacznego!


PS. Dla ciasteczkożerców pojawiła się nowa etykieta :)

wtorek, 3 kwietnia 2012

Ciasteczka z M'n'Msami



...i dwa ciasteczkowe potwory ;)

Ciasteczka bardzo lubiane przez P. Robione na bazie przepisu na Chewy Chocolate Chip Cookies, z małą modyfikacją. Przepyszne, chrupiące i ekspresowo znikające - zawsze jestem proszona o robienie tych ciastek na wszelkie imprezy, w wersji z czekoladą, orzechami czy MnMsami właśnie. Bardzo zachęcam do ich zrobienia, są naprawdę pyszne.

Składniki:

320g mąki
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 (bardzo płaska) łyżeczka soli
225g masła, miękkiego, ale nie zbyt miękkiego ;)
250g cukru trzcinowego (albo zwykłego)
1 łyżka kakao
2 duże jajka
200g MnMsów (tych bez orzechów)
Kilka kropel aromatu waniliowego lub łyżeczka ekstraktu z wanilii lub wyskrobane z połowy laski wanilii ziarenka.

Koszt: 10-15zł
Czas wykonania: szybki, ok. 30 minut

Wykonanie:

Bardzo miękkie masło miksujemy aż będzie puchate. Dodajemy jajka, miksujemy. Dodajemy cukier, sodę, sól i kakao, ewentualny aromat waniliowy i miksujemy. Stopniowo, powolutku dodajemy mąkę - miksujemy ją dość długo, ok. 3-4 minut, ciasto będzie bardzo miękkie. Dodajemy MnMsy i miksujemy jeszcze chwilkę, uważając, żeby ich nie połamać - ciasto jest na tyle miękkie, że można je też wmieszać łyżką.

Wykładamy blachę papierem do pieczenia, piekarnik nagrzewamy do 180 stopni. Nabieramy ok. pół czubatej łyżki ciasta i umieszczamy na papierze, w dużych odstępach od siebie (ok. 9 ciastek na blachę). Spłaszczamy lekko kupki wilgotną dłonią. Jeżeli zależy nam na efekcie dekoracyjnym, to możemy dodatkowo wetknąć u góry kilka mnmsów :) Pieczemy ok. 10-15 minut. Ciastka lekko urosną, a po wyjęciu z piekarnika opadną, i tak powinno być. Po wyjęciu są miękkie i gąbczaste, trzeba chwilę odczekać zanim się je zdejmie. Powinny być chrupiące na brzegach, a w środku miękkie i żujące - sami wyczujecie odpowiedni moment. Smacznego!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...