wtorek, 18 sierpnia 2015

Spring rolls z tofu, mango i awokado

spring rollsy z awokado

spring rollsy z awokado


Spring rollsy to takie sajgonki, ale bez pieczenia czy smażenia. Można w nie zawinąć dowolne składniki i stworzyć lekką przekąskę pełną ulubionych warzyw i innych dodatków. Z tofu, maczane w słodko-pikantnym sosie, są też całkiem sycącym obiadem na zimno - idealnym, gdy nie mamy możliwości odgrzewania albo chcemy zjeść w biegu.

Do przepisu można wykorzystać wędzone albo marynowane tofu, można też kupić zwykłe tofu i zamarynować je samodzielnie. Ja poszłam na łatwiznę - bardzo smakuje mi marynowane tofu firmy polsoja. Jeżeli znacie jakieś inne, warte polecenia, dajcie znać :)

spring rollsy z awokado

Składniki na ok. 15 rollsów:

Składniki:

15 arkuszy papieru ryżowego
1 kostka tofu marynowanego
1 awokado
1 mango
1 paczka makaronu ryżowego typu nitki, 250g
1l bulionu
1 marchewka
1 paczka kiełków słonecznika

Słodko-ostry sos do maczania

Czas przygotowania: 30-40min
Koszt: ok. 20zł

Wykonanie:


Makaron ryżowy zalewamy gorącym bulionem, odstawiamy na ok. 5 minut po czym odsączamy.

Tofu kroimy w słupki, podobnie awokado i mango, marchewkę obieraczką do warzyw strugamy w długie, cienkie paski, które kroimy na pół. Można też po prostu pociąć na cieniutkie, dłuższe słupki.

Szykujemy duży talerz, płaski, ale najlepiej z wyższymi brzegami, tak, żeby nalać do niego ok. 0,5cm wody do maczania papieru ryżowego.

Wszystkie składniki układamy w zasięgu ręki, żeby móc wygodnie i szybko zwijać.

Papier ryżowy wkładamy na ok. 10 sekund do wody, po czym wyjmujemy i strząsamy nadmiar wody. Układamy arkusz papieru na desce, u dołu układamy składniki, każdego po trochu. Zawijamy zewnętrzne "skrzydełka" papieru do środka, po czym zwijamy od dołu, jak gołąbka.

spring rollsy z awokadospring rollsy z awokadospring rollsy z awokado


Rollsy można przechowywać w lodówce, na następny dzień wciąż będą ok. Gdyby papier ryżowy wysechł wystarczy go spryskać delikatnie wodą.

spring rollsy z awokado

poniedziałek, 18 maja 2015

Bułeczki baozi z mięsnym nadzieniem

baozi z nadzieniem przepis

Bułeczki baozi wywodzą się z kuchni chińskiej. Mają zróżnicowane nadzienie, często resztkowe, są gotowane na parze i są popularnym (i pysznym!) streetfoodem. Nigdy nie jadłam prawdziwych baozi, ale zawsze ciekawiło mnie ciasto wykorzystywane do robienia ich - używa się jednocześnie drożdży i proszku do pieczenia. Ciasto jest przez to wyjątkowo mięciutkie i puchate, ale nie do końca tak, jak bułki na parze.

Bułeczki są pracochłonne, trochę trwa wykonanie ciasta, sam farsz też się chwilę tworzy, a później składanie i parowanie. Ale zdecydowanie warto. Bułeczek wychodzi bardzo dużo, można je po uparowaniu zamrozić i później odmrozić na parze, są sycące i świetne też na zimno.

Podaję dwie wersje farszu - pierwszą, bardziej resztkową, i drugą, moim zdaniem najlepszą.

baozi z nadzieniem przepis
Bułeczki przed parowaniem


Przepis na ciasto:

20g świeżych drożdży
500g mąki
1 szklanka wody (250ml)
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
50g cukru
2 łyżki oleju

^w oryginalnym przepisie nie ma soli w cieście, bo się toto macza później i tak w sosie sojowym. Jeżeli ktoś woli mieć ciasto słone, to można dodać 1 łyżeczkę soli.

Drożdże rozpuszczamy w ciepłej wodzie, dosypujemy cukru, proszku, oleju, mieszamy. Dodajemy całą mąkę, mieszamy łyżką najpierw, później zagniatamy. Raczej nie dosypywać mąki, powinno być tak akurat. Ciasto ma być elastyczne, nie kleić się do rąk - trochę miększe niż na pierogi. Odstawiamy do miski na godzinę albo na tak długo, aż podwoi objętość. Po wyrośnięciu zagniatamy chwilkę, tylko do odgazowania.

Farsz numer 1:

2 duże nogi z kurczaka, ugotowane w bulionie i obrane z mięsa
Mała kapusta pekińska, albo pół dużej.
2 średnie papryczki chili
3 ząbki czosnku
pieprz 1 łyżeczka
sól 1 łyżeczka (ja nie dawałam soli tylko ze trzy łyżki sosu sojowego)
Grzyby mun, suszone (można ewentualnie zastąpić pieczarkami)
1 gotowana marchewka duża (użyłam pozostałości z rosołu)
Ze trzy-cztery łyżki wody, żeby farsz był bardziej mokry


Mięso doprawiamy pieprzem i solą, siekamy drobno. Z kapusty wykorzystujemy tylko tę białą, chrupiącą część, kroimy drobno. Grzyby suszone zalewamy wrzątkiem, jak nasiąkną to, uwaga, kroimy drobno. Jeżeli używamy pieczarek, to można je posiekać i trochę podsmażyć i wtedy dodać do farszu. Marchewkę, dla odmiany, siekamy drobno i dodajemy. Chili tak samo. Czosnek przeciskamy przez praskę. Dodajemy sosu sojowego/soli, pieprzu, mieszamy wszystko, próbujemy. Dodajemy więcej soli/chili/czegotamchcemy.


Farsz numer 2:

1 por (biała część)
1 marchewka
250g mięsa mielonego z indyka
250g mięsa mielonego wieprzowego
Pół niedużej kapusty pekińskiej
Pieprz, sól
Chili w płatkach
Ostry, indyjski sos chili, 2 łyżeczki

Mięso podsmażamy na niedużej ilości oleju, doprawiając pieprzem i solą. Dodajemy startą na tarce marchewkę, posiekaną w krążki białą część pora i posiekaną w paseczki białą część kapusty pekińskiej. Mieszamy z chili w płatkach i sosem chilli, podduszamy pod przykryciem kilkanaście minut, aż mięso będzie ugotowane, a warzywa lekko zmiękną. Ostrość regulujemy według osobistych preferencji - sami zdecydujcie, czy wolicie bardziej pikantne czy mniej.

Wykonanie:


Urywamy kawałek ciasta, tak wielkości małej mandarynki (na dużą bułę, na mniejszą - tak dużego orzecha włoskiego). Wałkujemy na płasko, tak jak na pierogi mniej więcej. Najlepiej robić to bez mąki, bo wtedy się łatwiej skleja bułeczki.

Nakładamy kopiasto farszu, na małą bułeczkę dwie kopiaste łyżeczki, na dużą - kopiastą łyżkę. Zawijamy. Ciężko jest mi to wyjaśnić, zwłaszcza, że rzadko kiedy mi to w ogóle wychodzi ;) znalazłam taki tutorial, nigdy jeszcze mi się tak nie udało, ale może wam się uda?

http://www.chinasichuanfood.com/wp-content/uploads/2014/01/how-to-fold-baozi.jpg

Nakładamy na pocięte w kwadraciki kawałki papieru do pieczenia i całość układamy w parowniku. Parujemy ok. 5 minut, aż bułeczki się napuszą a nadzienie w środku będzie gorące. Podajemy z sosem sojowym.

Czas wykonania: ok. 2h
Koszt: ciężko oszacować, zależy od użytych składników. Podejrzewam, że całość może się zamknąć w 15-20zł za potężną porcję.

baozi z nadzieniem przepis
A tu już uparowane

środa, 6 maja 2015

Razowe naleśniki ze szpinakiem, kurczakiem i ciecierzycą


Po pierwsze - krewnym i znajomym królika dziękuję za ciągłe marudzenie nad uchem, że mam reaktywować bloga ;)

Po drugie - po raz niewiemktóry w moim życiu melduję się z nowego mieszkania, nowej kuchni i nowego stanu umysłu, związanego z tym, że nikt mi już nie marudzi nad uchem, że szpinak jest fe i mam robić tylko kurczaka z ziemniakami.W kółko.

Po trzecie - razowe naleśniki ze szpinakiem, kurczakiem, ciecierzycą i różnymi innymi dobrociami. Pyszne i diablo sycące - dwa w zupełności wystarczają na sycący posiłek.


Składniki:


Na naleśniki:

1 jajko
Mleko
Woda
Mąka pełnoziarnista (użyłam mieszanki 3 mąk pełnoziarnistych Lubelli)
Sól
Olej

Na farsz:

1 pierś z kurczaka
450g mrożonego szpinaku
1 szklanka ugotowanej soczewicy (może być z puszki)
4 suszone pomidory (mogą być z oleju)
40g parmezanu
Sól, pieprz, zioła prowansalskie
4 łyżki jogurtu greckiego
Camembert na wierzch

Czas wykonania: 1,5h
Koszt: ok. 14-17zł

Wykonanie:

Smażymy naleśniki, niestety - proporcji z mojej strony brak, sławetne "na oko". Naleśniki powinny być cienkie i elastyczne.

Szpinak rozmrażamy, podsmażamy na patelni aż woda odparuje. Dodajemy sól, pieprz, zioła prowansalskie, tarty na bardzo drobno parmezan, soczewicę, jogurt grecki i wszystko dokładnie mieszamy, aż powstanie dość gęsta papka.

Kurczaka kroimy w bardzo drobną kosteczkę, posypujemy pieprzem, solą, ziołami prowansalskimi. Krótko smażymy na patelni, na odrobinie oleju, aż będzie usmażony, ale wciąż soczysty. Mieszamy go z masą szpinakową. Całość przesmażamy jeszcze chwilę, aż do podgrzania i połączenia smaków.

Naleśniki zwijamy w kwadratowe kopertki, nakładając do środka ok. 1,5 łyżki farszu. Zapiekamy chwilę w piekarniku aż do roztopienia kawałka camemberta, którego kładziemy na wierzchu.

Z podanej porcji wyszło mi 8 nafaszerowanych naleśników + sporo naleśników luzaków, które skończą śniadaniowo ;)

niedziela, 5 października 2014

Onigiri - kulki ryżowe

onigiri kulki ryżowe

onigiri kulki ryżowe


Na akcję Wspólne gotowanie z Formułą organizowaną przez Red and Pale jakoś nigdy nie mogę zdążyć. Nawet dziś dodaję przepis ostatnim rzutem na taśmę ;) Ale jest, to się liczy :)

Tradycyjne onigiri w Japonii traktowane są jak kanapki. To po prostu ryżowa kulka z nadzieniem, praktycznie dowolnym, zawinięta w kawałek wodorostu nori. Częsty "bohater" w mangach i anime, w zasadzie jest już kultowy wśród osób, które znają i lubią temat ;) mogą być okrągłe, podłużne albo, jak moje, trójkątne. Formuje się je w dłoniach lub specjalnych foremkach. Bardziej kreatywne, japońskie mamusie przyozdabiają onigiri swoich pociech wycinanymi z nori kształtami - mogą to być buźki, gwiazdki czy inne formy, które onigiri nadają konkretny kształt czy upodabniają je do zwierzątka, na przykład tak:

(niestety nie znam autora zdjęcia)


Wciąż szukam pomysłów na proste dania które mogę ze sobą zabrać do pracy i zjeść albo odgrzane w mikrofalówce, albo na zimno. Japońskie onigiri rewelacyjnie się do tego nadają. Są przepyszne, szybkie w przygotowaniu (poza gotowaniem i studzeniem ryżu, oczywiście) i sycące, więc jako obiad w pracy sprawdzą się genialnie.

Przepis na onigiri jest bardzo prosty. Najlepiej użyć do niego ryżu do sushi, ze względu na to, że dużo lepiej się klei.

onigiri kulki ryżowe


Składniki:

1 szklanka ryżu do sushi
Sól
Ocet ryżowy
Cukier
Sos sojowy

1 puszka tuńczyka w kawałkach
1 łyżka sezamu
1 pęczek szczypiorku

1 płat nori


Koszt: 10zł
Czas przygotowania: 1,5h, ale z tego 1h to czas oczekiwania na zupełne wystudzenie ryżu.

Ryż płuczemy pod dużą ilością bieżącej wody, po czym zostawiamy do namoczenia na 20 minut. Namoczony ryż mieszamy, odcedzamy. Zalewamy szklanką zimnej wody, lekko solimy, wstawiamy na kuchenkę. Doprowadzamy do zagotowania, pod przykrywką, po czym zmniejszamy ogień i pozwalamy ryżowi się gotować - nie mieszamy. Po 10-12 minutach, gdy ryż wchłonie wodę, ściągamy go z ognia i, wciąż pod przykrywką, zostawiamy na kolejnych 10 minut.

Mieszamy zalewę do sushi - 1 łyżkę octu, 1,5 łyżeczki cukru, 1 łyżkę sosu sojowego. Zalewamy nią ryż, delikatnie mieszamy, odstawiamy do ostudzenia.

Siekamy szczypiorek, mieszamy dokładnie z odsączonym lekko tuńczykiem i sezamem.

Nori kroimy w odpowiednie kawałki - zazwyczaj nori do sushi jest lekko ponacinane, więc można je wzdłuż tych perforacji rozerwać, można też po prostu uciąć nożem (czy nawet nożyczkami) pożądane prostokąciki.

Garść ryżu spłaszczamy na dłoni, nakładamy kopiastą łyżeczkę farszu. Rękami zaklejamy ryż wokół farszu, formujemy trójkącik. Owijamy nori. Onigiri można jeść od razu lub "na wynos" :)

onigiri kulki ryżowe

niedziela, 10 sierpnia 2014

Cytrynowe muffinki z borówkami

muffiny z borówkami

Od tygodnia usiłuję zrobić ciasto cukiniowe. A to się okazuje, że w sklepie się skończyła cukinia, a to zapomnę wyjąć masła z lodówki. Dziś wszystko miało iść bezbłędnie ale tym razem okazało się, że skończyło mi się kakao. Argh. Chyba nie jest mi dane poczęstować nim dziewczyn z pracy.

Zamiast tego - klasyczne, amerykańskie do cna, blueberry muffins, czyli po prostu muffinki z borówkami. Żeby przełamać słodycz dodałam do nich jeszcze trochę cytryny - połączenie jest bezbłędne. Na borówki teraz sezon, więc czas na tego typu muffinki idealny :)

Przepis zaczerpnęłam od Cukrowej wróżki i bardzo nieznacznie zmodyfikowałam.

muffiny z borówkami

Składniki:

1 1/2 szklanki maślanki
65g masła
2,5 szklanki mąki
1 duże jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli
2 szklanki borówek
1 szklanka cukru
Skórka otarta z połowy cytryny
Sok z połowy cytryny

Czas wykonania: 40 minut
Koszt: 7-10zł

Wykonanie:

Masło roztapiamy, mieszamy z maślanką, jajkiem, cukrem i solą. Dodajemy mąkę i proszek do pieczenia, sok z cytryny i skórkę, mieszamy widelcem aż do połączenia składników, niezbyt długo (w cieście mogą być grudki). Dodajemy borówki, mieszamy jeszcze raz, delikatnie.

Piekarnik nagrzewamy do 170 stopni. Ciasta nakładamy do foremek do ok. 3/4 wysokości. Pieczemy ok. 20-30 minut, aż muffinki wyrosną i popękają. Najlepsze jeszcze na ciepło!

 muffiny z borówkami

sobota, 26 lipca 2014

Kotleciki jagnięce z groszkiem cukrowym

kotleciki jagnięce smażone

Do czego to doszło, żeby mi było wstyd się pojawiać na własnym blogu.

Zamiast wymówek powiem, że wciąż gotuję, wciąż jem, wciąż sprawia mi przyjemność przebywanie w kuchni. Podjęcie pracy na etat uświadomiło mi, jak bardzo pojemny jest dzień. I że dysponuję tylko kilkoma godzinami dla siebie po tym, jak wrócę do domu o 17.30. I część z tych godzin muszę jeszcze przeznaczyć na przyszykowanie sobie jedzenia na kolejny dzień. Huh.

Co ciekawe, w pracy trafiłam na zespół prześwietnych dziewczyn które miłują jedzenie i często przewija się ten temat w rozmowach. Same też często gotują, nierzadko inspirując mnie zawartością swoich pudełek z jedzeniem. Aż przyjemnie chodzić jeść obiad z takim towarzystwem - miła odmiana w porównaniu z poprzednią pracą, gdzie obiad ugotowany poprzedniego dnia witany był uniesieniem brwi, a odmowa wspólnego zamówienia jedzenia z chińczyka oznaczała wykluczenie towarzyskie.

Czasami pojawia się też temat tego co i gdzie można kupić, przewinął się więc również tydzień grecki w Lidlu. We mnie największy entuzjazm wzbudziły kotleciki z jagnięciny, która w Polsce wciąż jest dość droga. A szkoda, bo mięso jest pyszne - kruche, wymaga tylko chwili przygotowania, w smaku jest bardzo oryginalne.

Składniki:

4 kotleciki jagnięce
Oliwa z oliwek
Ząbek czosnku
Sól
Biały pieprz
2 łyżeczki tymianku
2 łyżeczki estragonu

Paczka groszku cukrowego

Koszt: 20-25zł
Czas wykonania: 30 minut

Wykonanie:

Oliwę mieszamy z przyprawami, nacieramy kotleciki jagnięce i odstawiamy na minimum 15 minut. Groszek obieramy z twardego łyka (jeżeli posiada).

Mocno rozgrzewamy patelnię, układamy na niej kotleciki. Smażymy ok. 4-5 minut z każdej strony, następnie kotleciki odwracamy "skórką" do patelni i smażymy jeszcze chwilę, pionowo, żeby zesmażyć tłuszcz.

Kotleciki zdejmujemy, układamy na talerzu, przykrywamy folią aluminiową. Zostawiamy na 15 minut żeby odpoczęły. W tym czasie myjemy groszek, smażymy na patelni lekko skropionej oliwą, posypując odrobiną soli, aż lekko zmięknie, ale wciąż będzie chrupiący.

Smacznego!

kotleciki jagnięce smażone

wtorek, 1 lipca 2014

Bułki śniadaniowe


Dość spontanicznie postanowiłam wziąć udział we wspólnej akcji pieczenia bułeczek śniadaniowych :) Zorganizowała je Aga z bloga Maryna w Kuchni. Przepis był zachęcający a bułki wyglądały fenomenalnie, ale jak to ja i pieczenie chlebów czy innego pieczywa - wyszły mi zupełnie inne ;) nawet nie chcę się zastanawiać co poszło nie tak, chyba po prostu jestem przyzwyczajona do wyrabiania takich okrągłych, zawijanych pod spód bułeczek i wychodzą takie okrągłe. Może następnym razem wyjdą mi takie ładnie rustykalne? Bo przepis na pewno powtórzę - bułki są łatwe, szybkie i wyjątkowo pyszne. Obawiałam się tego dodatku octu balsamicznego, ale wcale go nie czuć, może dzięki niemu bułki są takie smaczne? Sami spróbujcie.

Ponieważ jestem przez dwa tygodnie słomianą wdową to upiekłam bułki z połowy porcji :)

Składniki (na 6 bułek):

325g mąki pszennej
50g mąki żytniej
225g wody
15g świeżych drożdży
25g maślanki (użyłam jogurtu naturalnego)
5g soli
5g miodu
7,5g octu balsamicznego

 Koszt: 3-4zł
Czas wykonania: 1,5h


Wykonanie:

W miseczce wymieszać ciepłą wodę, drożdże, maślankę i miód. Odstawić na chwilę. Dodać resztę składników i zagnieść luźne, lepkie ciasto, tylko lekko podsypując mąką w razie potrzeby. Odstawić w przykrytej miseczce do podwojenia objętości, od 30 minut do 1 godziny. Po tym czasie ciasto wyrzucić na oprószony mąką blat, zagnieść ponownie. Podzielić na 6 części, uformować bułeczki, ułożyć na blasze. Pozostawić do napuszenia (ok. 10-15 minut). Piekarnik nagrzać do 210 stopni, piec bułeczki 15 minut po czym zmniejszyć temperaturę do 190 i piec jeszcze ok. 5 (piekę z termoobiegiem). Bułeczki będą gotowe kiedy wyrosną i zezłocą się.

Najlepsze jeszcze na ciepło, z chrupiącą skórką i miękkim wnętrzem.



Bułeczki pozostałych blogerek możecie obejrzeć tu:

http://mojekucharzenie-bozena-1968.blogspot.com/2014/06/buki-sniadaniowe.html
http://rozowakuchnia.blox.pl/2014/06/Bulki-sniadaniowe-ze-slonecznikiem.html
http://marynawkuchni.wordpress.com/2014/06/28/buleczki-z-ziarnem-i-prazona-cebulka/
http://redandpale.blox.pl/2014/06/Buleczki-sniadaniowe.html
http://kulinarneszalenstwamaniusi.blogspot.com/2014/06/buki-sniadaniowe.html
http://kuchniaiczary.blogspot.com/2014/06/buki-sniadaniowe-wg-kuchniamaryny.html

niedziela, 15 czerwca 2014

Faszerowana dynia piżmowa

dynia piżmowa faszerowana pieczona


Od czasu do czasu nachodzą nas dziwne potrzeby. Jak, na przykład, absolutna konieczność zakupu kleju o godzinie 24. Nie pytajcie czemu, ja nawet nie pamiętam, ale bardzo mieliśmy ochotę na wycieczkę o 24, więc pojechaliśmy do całodobowego Tesco. I tam moje serce skradła nieduża, piękna dynia piżmowa - kompletnie nie w sezonie, zupełnie bez powodu (nie przepadam za zwykłą dynią), ale wołała do mnie, więc wylądowała w koszyku. Byłam ciekawa tego butternut squasha, który non-stop pojawia się w amerykańskich kulinarnych show.

Ale kompletnie nie miałam na niego pomysłu.

Więc dynia sobie z nami mieszkała. Nie wiedzieć czemu P. uparł się, że to nie dynia, tylko tykwa. I zaczął mi ją przynosić do łóżka. Regularnie zasypiałam z P., budziłam się z "tykwą" na poduszce. I żebyście nie myśleli, że żartuję...

dynia piżmowa faszerowana pieczona

No ale P. wyjechał, mogłam sobie pozwolić na eksperymenty kulinarne bez marudzenia, radosny czas spędzony z dynią-tykwą dobiegł końca. Zdecydowałam się więc na faszerowanego, podwójnie pieczonego squasha i to była bardzo, bardzo dobra decyzja! Zaczęłam żałować, że Tesco jest tak daleko i pewnie nie będzie w nim już tych pyszności. Ale w sezonie zamierzam się zaopatrzyć w większą ich ilość, bo to było absolutnie przepyszne.


dynia piżmowa faszerowana pieczona

Chociaż danie wymaga nieco pracy i cierpliwości, to jest tego warte. Jedna dynia spokojnie wystarczy na dwie osoby.

Składniki:

1 dynia piżmowa
200g boczku
1 szklanka kaszy quinoa
2 szklanki bulionu warzywnego
1 cebula średniej wielkości
Sól, pieprz
50-100g twardego, pikantnego sera do zapieczenia
Oliwa z oliwek

Czas wykonania: 1,5h
Koszt: 10-13zł

Wykonanie:

Dynię piżmową ostrym nożem przekrawamy na pół. Wszystkie przepisy w których o tym czytałam pisały, że jest to bardzo trudne, trzeba najpierw zrobić szczelinę w dyni a następnie przebić się przez nią ostukując nóż młotkiem (sic!) ale okazało się, że kroi się ją całkiem zwyczajnie - ostry nóż wystarcza w zupełności. Po wyjęciu pestek z gniazda nasiennego dynię nacinamy w kratkę, niezbyt głęboko, żeby nie przeciąć skórki. Spryskujemy/smarujemy ją oliwą z oliwek a następnie oprószamy solą i pieprzem.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 170 stopni przez ok. 30-50 minut (w zależności od dyni), aż widelec wbity w dynię będzie wchodził bardzo łatwo.

W trakcie kiedy dynia się piecze szykujemy kaszę. Na sitku z małymi oczkami lub w garnku płuczemy kaszę dużą ilością wody pozbywając się wypływających na wierzch zanieczyszczeń. Następnie w rondelku z grubym dnem rozgrzewamy łyżkę oliwy z oliwek. Wrzucamy odsączoną kaszę i prażymy ją, ciągle mieszając, aż woda odparuje a kasza zacznie lekko pachnieć. Zalewamy całość bulionem i przykrywamy. Dosalamy, jeżeli bulion nie był słony. Gotujemy ok. 15 minut aż quinoa wchłonie bulion po czym zdejmujemy z ognia i odstawiamy pod przykryciem na jeszcze 5 minut.

Na patelni smażymy boczek pokrojony w kosteczkę, następnie na tłuszczu z boczku podsmażamy posiekaną w kosteczkę cebulę. Dodajemy całość do gotowej quinoy.

Upieczone dynie wyjmujemy, studzimy krótko a następnie używając łyżki wydrążamy większość farszu, zostawiając go ok. 0,5-1cm z każdej strony, żeby dynia trzymała swój kształt. Dodajemy do quinoy z boczkiem i z cebulką, mieszamy bardzo dokładnie.

Do wydrążonych dyni nakładamy farszu "z górką" po czym posypujemy startym serem.

Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na ok. 15 minut, aż ser się stopi i całość będzie gorąca.

Smacznego!

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona

dynia piżmowa faszerowana pieczona
dynia piżmowa faszerowana pieczona

czwartek, 3 kwietnia 2014

Co blogerzy mają w kuchni - filiżanki, kubeczki, szklanki!



Bardzo się cieszę, że akcja cieszy się taką popularnością :) I chociaż luty był krótki i nie udało się zorganizować kolejnej edycji w marcu, to powracamy w kwietniu, żeby wspólnie złapać się za głowę patrząc ile tego mamy.

Przypominam - poprzednio chwaliliśmy się talerzami i miseczkami!

W tym miesiącu namówiłam zaprzyjaźnionych blogerów żeby pochwalili się swoimi filiżankami, kubeczkami, szklankami, pucharkami i innymi bajerami do przechowywania płynnych i półpłynnych pyszności.

Moja kolekcja jest skromna, bo uwielbiam te duże szklanki z Ikei, więc na co dzień to głównie z nich korzystamy. Zapomniałam jeszcze o dwóch wielkich kuflach na piwo które mamy, więc się nie załapały do zdjęcia ;) pominęłam też kubki które wygraliśmy albo dostaliśmy, takie z nadrukami, bo ich na blogu zupełnie nie używam. Moimi ulubionymi kubkami natomiast są kubek-Tardis i ten zielony z krateczkową fakturą. Miałam kiedyś jeszcze czerwony, niestety poślizgnęłam się kiedyś w kuchni i porządnie obtłukłam, ale kręgosłup się zagoił a kubka posklejać się nie dało...niestety nie udało mi się go nigdy odkupić.


No, to chwalimy się!

Skarby Ewy z Koperkowej Kuchni:



Domi z Domi w kuchni:

Szklanki, kubki, pucharki czy kieliszki, to równie ważna część mojego blogowego wyposażenia, co talerze czy miseczki. Można w nich podać nie tylko desery, lody czy napoje, ale również zupy-kremy i sałatki. Mogą być piękną, choć poboczną, ozdobą zdjęcia, dekoracją, która uzupełnia całą stylizację.




Daria (lub Adrijah) prowadzi dwa blogi. Śniadaniowego - http://breakfast.blox.pl i takiego zwyczajnie pysznego:  http://redandpale.blox.pl/.

I jak na właścicielkę dwóch blogów przystało kolekcję też ma imponującą ;) ponoć zbieraną z pięciu kątów dwóch różnych mieszkań ;) Ale żeby się reszta nie czuła zawstydzona trzeba dodać, że na zdjęciu się zaplątało też trochę kokilek, miseczek i talerzyków które się nie załapały na zdjęcia w zeszłej edycji :)





 

Twoja zabawa uświadomiła mi, że chyba jestem trochę jak detektyw Monk, bo lubię, gdy wszystko jest w zestawach czy kompletach, dlatego jedynie kubki czy filiżanki  mam po jednej lub po dwie sztuki, a cała reszta to zestawy na 6 lub 12 osób - z lenistwa na zdjęciach umieściłam jedynie pojedyncze egzemplarze ;) Bardzo podobają mi się kolorowe szklanki, kubki czy kieliszki, które oglądam na zdjęciach innych blogerek, ale lubię je tylko oglądać i podziwiać, a sama zawsze wychodzę ze sklepu z czymś klasycznym i eleganckim, ale przez to również nudnym i banalnym :)










 Kolekcja Karmel-itki z bloga "W kuchni Karmelitki" (kubeczków i pucharków się tu niestety niewiele załapało ;))



 I Gosia z pinkcake.blox.pl która najbardziej została przeze mnie skrzywdzona, bo chyba jako pierwsza nadesłała zdjęcia i w konsekwencji...zapomniałam o niej. ;) 




Uff!
Tradycyjne pytanie - czyją kolekcję najchętniej byście podkradli? ;)
I co chcielibyście zobaczyć w przyszłym miesiącu? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...